Fantastyka Fantasy Recenzje

Michał Gołkowski — Spiżowy Gniew

Written by Marek Szwajnoch

Jestem fanem Gołkowskiego głównie za sprawą jego książek włączających się w cykl Fabryczna Zona oraz Komornik. Ucieszyłem się niezmiernie na wieść o jego powieści fantasy, która także otwiera nową serię Fabryki Słów. Niezwykle urodziwe wydanie książki tylko napędzało mój apetyt na to, by jak najszybciej zabrać się za lekturę. Jak zatem wypadł Spiżowy Gniew?  

Nikt nie wie, kim jest ten człowiek. Wiadomo tylko, że do Hatwaret nadszedł z pustyni. Pewnego dnia pojawił się w zaułku żebraków i po prostu trwał, pozornie bez celu. Do dnia, gdy uratował życie samego cesarza i zniknął za bramami pałacu. Od tego momentu historia Hatwaretu i Messembrii zaczyna toczyć się nowym torem, przerażającym i niezrozumiałym. Destrukcja i chaos zataczają coraz szersze kręgi, starania o pokój i współpracę zdają się odchodzić w przeszłość. Zupełnie jakby jeden przybysz znikąd mógł wpłynąć na losy państw i tysięcy ludzi. Wydaje się to zupełnie nieprawdopodobne, a jednak wszystko świadczy o tym, że Zahred tylko pozornie jest zwykłym człowiekiem.

Gołkowski nieraz pokazał, że nie ma dla niego ograniczeń. Jego książki tematycznie są bardzo zróżnicowane, autor czuje się świetnie w każdym gatunku, za jaki się bierze. Pytanie brzmi, czy taka ilość pisanych książek w tak krótkim czasie nie wpłynie na wykonanie? Moglibyśmy tutaj przytoczyć np. Pilipiuka, który również nadaje sobie bardzo szybkie tempo w pisaniu, aczkolwiek u Pana Andrzeja zarówno luźny i rozrywkowy rodzaj literatury, jak i poruszanie się w częstych kontynuacjach, w powielanych już światach, daje niemałą przewagę twórczą. Przydomek Wielkiego Grafomana jest dla mnie bez dwóch zdań bardziej silnym atutem, niżby obelgą. W przypadku Gołkowskiego… sam nie wiem. Trzeci tom Komornika był nieco spalony, zdecydowanie najmniej atrakcyjny fabularnie z całej trójcy. Spiżowy Gniew miał być dla mnie osobistym rewanżem za +++ Kant, jednak świeżo po lekturze muszę przyznać, że znów czuję niedosyt.

Jeśli chodzi o sam pomysł, to jest bardzo OK. Same dwa główne mocarstwa także nakreślone są w ciekawy sposób, tworząc świat oryginalny i budzący zachwyt. Żyjące niegdyś w niezgodzie, teraz chcące się pojednać. Autor nie traci zbędnego miejsca na opisy, dozuje czytelnikowi akcję, co jest niezłym zabiegiem. O mniej ważnych wątkach po prostu wspomina, ważniejsze rozbudowuje. Postać Zahreda od pierwszych stron wzbudza też niemałe zainteresowanie. Powstały z martwych twór nagle nabiera ludzkiej postaci, by wkraść się do cesarstwa Hatwaretu. Od tajemniczego włóczęgi szybko awansuje na głównego doradcę cesarza. Jak dla mnie jednak jego pochodzenie i umiejętności, które odróżniają go od zwykłego człowieka, są wciąż znakiem zapytania — nawet po (swoją drogą dość marnym) zakończeniu historii. Sama postać Zahreda jest strasznie fajna — mężczyzna jest tajemniczy, arogancki ale też sprytny, co spowoduje w cesarstwie nie lada zamieszanie. Nie wiadomo tak naprawdę po której stronie oporu się znajduje, zdrada jest dla niego niczym szczególnym a słowo honoru — jedynie pustą obietnicą. Olbrzymi potencjał tej postaci jest jednak dla mnie mocno spalony. Nie mamy ani wyjaśnienia, jaki ma cel na ziemskim padole, jaka jest jego osobista misja, jakie ma powiązania z tajemniczym, zaginionym miastem. Koniec książki budzi małe rozczarowanie, mimo że autor starał się zbudować klimat i zgrabnie poprowadził akcję, to jednak w moim odczuciu nie do końca wyszło tak, by czytelnik był zadowolony. Z tyłu powieści możemy przeczytać, że książka należy do Siedmioksięgu Grzechu. Gołkowski ma do końca roku uporać się z tomem drugim. Mam szczerą nadzieję, że tak będzie, bo Zahred w tak fantastycznym świecie wręcz musi się zrehabilitować. A więc – czekam.

Tematem końca powiem, że powieść Spiżowy Gniew jest poprawnie napisaną opowieścią, którą czyta się naprawdę przyjemnie. Kilkukrotnie miałem podczas lektury skojarzenia z Grą o Tron, co jest bardzo pozytywnym aspektem całości. Sama jednak fabuła jest dość średnia — ma swoje lepsze i gorsze momenty. Przygody Zahreda też są dla mnie mieszane, mimo olbrzymiego potencjału tej postaci, jej losy kończą się bardzo słabo… Mam szczerą nadzieję, że to nie koniec Hatwateru i Messembrii, chciałbym by w kolejnej części sgi autor mógł udowodnić czytelnikom, że postać Zahreda jeszcze nas zaskoczy, a Spiżowy Gniew był tylko preludium do większej, bardziej porywającej opowieści.

About the author

Marek Szwajnoch

Serialoholik, miłośnik polskiej fantastyki, wydawnictwa Fabryka Słów i rowerowego Enduro. Ceni sobie polskie kino, śląskie obiady oraz dobre rockowe brzmienie.

Leave a Comment