Artykuły Wieści Wywiady

Stanisław Szwast — obiecujący, młody autor SF odpowiada na kilka naszych pytań!

To fakt, że jako podróżnik z zamiłowania, zawsze chciałem poznać cały nasz współczesny świat, ale też zawsze marzyło mi się więcej. Chciałem poznać świat nie tylko w takiej formie, w jakiej znamy go dzisiaj, również w tył i… w przód. Historii nauczyć się można, a jak poznać przyszłość? Przyszłość tworzymy my wszyscy, dzień po dniu, wprowadzając zmiany do otaczającej nas rzeczywistości, wymyślając nowe urządzenia, otwierając nowe biznesy, głosując w wyborach, a nawet zmieniając bieg wydarzeń przez wybranie innego sklepu na codzienne zakupy, niż zazwyczaj.
Pochłaniając z zapartym tchem książki Hawkinga zrozumiałem, że w przyszłości pasjonujące jest również to, ile jeszcze obszarów nauki pozostało do odkrycia. Te nieodkryte, pozwalają takim jak ja, stworzyć pewne ramy, koncepcje i w efekcie wizję przyszłego świata. Choć z wykształcenia jestem ekonomistą, nie fizykiem, oto moja wizja.

Redakcja KK miała przyjemność przeprowadzić z Panem Stanisławem wywiad z okazji zbliżającej się premiery jego nowego dzieła „Ukryty Wymiar”!

KK: Dzień dobry! Na wstępie chciałbym zapytać, czy pamięta Pan kiedy w swoim życiu postanowił Pan zacząć pisać i co Pana skłoniło, by chwycić za „pióro”?

Witam, od zawsze mnie „korciło” żeby pisać. Już na poziomie gimnazjum i liceum podejmowałem nieudolne próby napisania czegoś fajnego, ale wówczas to nie była ta skala, nie ten język, niejednokrotnie brakowało mi nawet słownictwa. Nie umiałem dobrze wyrazić swojej wizji. Tak więc tutaj pytanie nie brzmiało „kiedy” chwycę za pióro, tylko kiedy stworzę coś, co może ujrzeć światło dzienne. Stworzyłem swój świat trzy lata temu i wydałem w mojej pierwszej książce, „Sektor 24 Bunt przeciw Ziemi”. Ten świat jest kontynuowany w „Ukrytym Wymiarze”.  Chwilę, w której wpadłem na pomysł stworzenia „Sektora 24” pamiętam dobrze — siedziałem na lotnisku w Jeddah, miałem dziewiętnastogodzinną przesiadkę wracając z mojej samotnej podróży drogą lądową od Wrocławia do Singapuru. Tam zacząłem się zastanawiać, jak może wyglądać świat w przyszłości. I udzieliłem próby odpowiedzi, ubranej w fabułę.

KK: Z jaką literaturą ma Pan do czynienia na co dzień? Który z dzisiejszych autorów fantastyki jest dla Pana najbardziej oryginalny i ciekawy? Jaki tytuł nosiła pierwsza książką, po którą Pan sięgnął?

Na co dzień czytuję fantastykę, Sci-Fi, książki historyczne również, a czasami inne naukowe. Z dzisiejszych autorów najbardziej cenię Andrzeja Ziemiańskiego, w szczególności za cały cykl „Pomnik Cesarzowej Achai”, w którym niesamowicie połączył świat istniejący ze światem zupełnie fikcyjnym. A pierwsza książka, po którą sięgnąłem? W ogóle, czy tego autora? W ogóle, to nie pamiętam, no bo jak pamiętać? A pierwsza książka Ziemiańskiego, to oczywiście „Achaja”.

KK: Wymień swojego najciekawszego literackiego bohatera, kto i co by to było?

Oj, w trzecim pytaniu wracamy do świata Achai, w którym chętnie poznałbym Komandora Krzysztofa Tomaszewskiego. Chociaż do Osiatyńskiego też miałbym kilka pytań. 🙂

KK: Czy trudno jest dzisiaj wydać swoją książką? Jakie cechy powinna mieć powieść, która od razu zaciekawi wydawcę? Czy znalazłby Pan jakieś pomocne rady dla autorów, którzy chcą by ich dzieła znalazły się na półkach księgarskich?

Czy trudno jest wydać powieść? Oj, jeśli ma się dużo pieniędzy, to łatwo, bo istnieją wydawnictwa, które drukują i wydają wszystko, za co klient zapłaci. Na szczęście Wydawnictwo Alternatywne takie nie jest. Przyznam się, że nie szukałem żadnych rad, nie kierowałem się tym, aby powieść miała ciekawić wydawnictwo, ani właściwie kogokolwiek. Nie pisałem pod niczyją ocenę, tylko i wyłącznie dla siebie. Kierowałem się jedynie tym, abym sam czuł się usatysfakcjonowany swoim tekstem. Debiutującym autorom mogę polecić tylko, aby pisali szczerze, dla siebie, spełnili się w swojej wizji, bo wtedy tworzy się z przekonaniem i odrazu sam obraz świata jest pełniejszy. Jeżeli nie jest się przekonanym do tego, co się pisze, to nic z tego i tak nie wyjdzie. Mogę też polecić, aby rozbili bank, bo bez kasy ciężko coś zrobić.

KK: Jak wygląda Pana proces twórczy, ile dziennie poświęcał Pan czasu na napisanie „Ukrytego Wymiary” czy „Sektora 24”?

Mój proces twórczy, czyli siedzenie na czterech literach przed komputerem i pisanie, ubierając to w proste słowa, nie przebiegało ani regularnie, ani według planu. Jak miałem wenę, to siadałem, przy czym jestem osobą, która długo nie usiedzi. Postępy były wolne, praca szła mozolnie. Największym moim problemem było to, że wpadałem na super fajny pomysł do rozdziału, który ma być dopiero za kilkanaście stron, a nie sposób było go napisać teraz, dopóki nie wypełnię luki fabularnej. A ponieważ lubię notować pomysły na kartkach wyrwanych skądś lub użytych powtórnie, np. jeżeli na jednej stronie było coś wydrukowane, a już nieprzydatne, moje biurko szybko zaczęło wyglądać, jakby ktoś wysypał na nie kosz makulatury.

KK: Czy aktualnie pracuje Pan nad czymś nowym? Ma Pan plan na kolejną książkę? Jeśli tak, w jakiej tematyce tym razem będzie utrzymana?

Mam pomysły na trzy kolejne książki, ale znów, to zależy od weny. Raz przychodzi mi ochota napisać coś do jednej, raz coś do drugiej i ciężko mi wziąć się porządnie za którąś. Do jednej podchodzę bardzo na poważnie, zdradzę tylko, że liczę, iż temat wzbudzi wiele kontrowersji. Historia alternatywna, akcja w roku 2770 Anno Urbis Conditae, czyli tym, który mamy.

KK: Czym zajmuje się Pan w swoim prywatnym czasie, kiedy nie pisze? Jakie są Pana zainteresowania pozaksiążkowe?

Obecnie zajmuję się wszystkim innym niż pisanie. Mało czasu mogę poświęcić na twórczość, ale liczę na to, że wraz z przyjściem zimy, trochę się to zmieni.  Aktywnie trenuję, z narzeczoną chodzę na kursy tańca, w domu, w tym roku dużo czasu spędziłem na aranżacji ogrodu. Często wyjeżdżam, bo lubię. Trenuję — jak powiedziałem — pod kątem alpinistycznym. Formę trzeba regularnie utrzymywać, nawet kiedy jest po sezonie. Zbieram koronę Europy, mam kilka szczytów odhaczonych. Pielęgnuję też swój motocykl, grywam w gry planszowe i wiele innych.

KK: Jak zachęciłby Pan w kilku zdaniach naszych fanów do sięgnięcia po „Ukryty Wymiar”?

Jak zachęciłbym do sięgnięcia po „Ukryty Wymiar”? Jeżeli ktoś szuka czegoś z poczuciem humoru i o wartkiej akcji to książka sama się obroni, nie ma co się nad tym rozwodzić. 🙂

 

About the author

Marek Szwajnoch

Serialoholik, miłośnik polskiej fantastyki, wydawnictwa Fabryka Słów i rowerowego Enduro. Ceni sobie polskie kino, śląskie obiady oraz dobre rockowe brzmienie.

Leave a Comment