Esej, reportaż, felieton Recenzje Wspomnienia, pamiętniki, biografie

Jakub Ćwiek — Drobinki Nieśmiertelności

Written by Marek Szwajnoch

Na książki Jakuba Ćwieka od kilku dobrych lat zazwyczaj czeka się z niecierpliwością. Sam należę do tej grupy osób, niemniej muszę przyznać, że od jakiegoś czasu jego twórczość nie jest tym samym, co pamiętam chociażby za czasów Kłamcy. Nowa antologia Pana Jakuba to zbiór opowiadań całkowicie pozbawionych fantastyki, czyli tego, co owego autora wyniosło na szczyt jako jednego z najbardziej poczytnych pisarzy w Polsce. Drobinki Nieśmiertelności — bo taki tytuł nosi jego nowy twór — zabierają czytelnika w świat amerykańskiego snu. Jak bardzo udanie?

Co łączy Rocky’ego Balboę i pewnego starszego pana? Jaką historię kryją stare schody w Georgii? Komu nowoorleańscy muzycy naprawdę sprzedają duszę i jak zostać bogiem w Nowym Jorku? Drobinki nieśmiertelności to podparta licznymi przykładami odpowiedź na najczęściej zadawane pisarzom pytanie, czyli skąd czerpią pomysły? Tym razem źródłem inspiracji dla Jakuba Ćwieka były miejsca i zdarzenia związane z jego popkulturową podróżą przez Stany Zjednoczone.

[www.wsqn.pl]

Trudno mi jednoznacznie orzec, o czym owa antologia mówi. Generalnie każdy tekst jest całkowicie wymyśloną historyjką, do której to stworzenia zainspirowało pisarza realne wydarzenie podczas jego podróży do Stanów Zjednoczonych. Znam znaczną większość książek Ćwieka i muszę powiedzieć, że pisać z pewnością potrafi, i ciekawie i kolorowo. Tutaj jednak, wbrew temu, co jest napisane z tyłu okładki (szczytowa forma? No way…), jest dosyć biednie. Opowiadania tak naprawdę są wycinkami z życia, zdaje się typowych, Amerykanów. Co w nich jednak tak wspaniałego i niepowtarzalnego, żeby opisać je w liczącej ponad 320 stron antologii? Naprawdę nie wiem. Znaczna część opowiadań jest zwyczajnie nudna, nie umiem dopatrzeć się w tekstach oryginalności Ameryki. I chociaż autor bywał w miejscach może i ważnych dla popkultury, dla Stanów, dla współczesnego człowieka, to sam nie poczułem w tekstach nic, co by mnie zafascynowało.

Rzeczy, które trzeba pochwalić, to przede wszystkim lekkość pióra, która akurat bezdyskusyjnie towarzyszy Ćwiekowi przez wszystkiego jego dzieła. Cóż jednak z tego, że książka jest fajna w odbiorze, jeśli czytelnik tak naprawdę nie czerpię z niej radości, oczywiście mówię tu o osobistych odczuciach. Prócz tego mamy w końcu większą czcionkę, przyjemniejszą dla oka, od której Wydawnictwo SQN ostatnio odchodzi, a także całkiem oryginalną, ciekawą oprawę. Brakuje nieco grafik… zdjęć, które może bardziej oddałyby klimat, jaki autor chciał tutaj ukazać.

Drobinki Nieśmiertelności z pewnością skuszą fanów Jakuba Ćwieka, chociażby ze względu na jego pozycję na polskim rynku książkowym i dosyć silną renomę, którą wyrobił sobie swoimi fantastycznymi dziełami. Owa antologia jest czymś nowym w jego dorobku, z pewnością tworzona w inny sposób, zawierająca wspomnienia twórcy z ważnymi dla niego momentami podróży za Ocean… W moim odczuciu jednak jest ona mało wartościowa dla potencjalnego odbiorcy. Z bólem serca, ale jednak — nie polecę.

About the author

Marek Szwajnoch

Serialoholik, miłośnik polskiej fantastyki, wydawnictwa Fabryka Słów i rowerowego Enduro. Ceni sobie polskie kino, śląskie obiady oraz dobre rockowe brzmienie.

1 komentarz

Leave a Comment