Fantastyka Recenzje

Mark Z. Danielewski — Dom z liści

dom-z-lisci-kk
Written by Marek Szwajnoch

Ciekawy opis z tyłu okładki przyciągnął moją uwagę momentalnie. Horror, ciemne mieszkanie, zagadka śmierci pewnego, odizolowanego od społeczeństwa staruszka. Brzmi ciekawie. Od pierwszej strony książka budziła zaskoczenie, to trzeba przyznać bez słowa sprzeciwu. Jednak czy pozytywne?

Mark Z. Danielewski  urodzony w 1966 roku w Nowym Jorku, amerykański pisarz science fiction i fantasy. Jego najbardziej doceniona, a zarazem debiutancka powieść, to właśnie Dom z Liści, za którą autor dostał liczne nagrody. Jego książki są charakterystyczne ze względu na styl w jakim je tworzy i przelewa na papier.

Johnny Wagabunda, były pracownik salonu tatuażu w Los Angeles, znajduje notes Zampano, starszego pana i odludka, który zmarł w swoim zagraconym mieszkaniu. Notes zawiera opatrzoną licznymi przypisami historię „Relacji Navidsona”. Fotoreporter Will Navidson wprowadził się z rodziną do nowego domu  dalsze wydarzenia zostały zarejestrowane na taśmach filmowych oraz w postaci wywiadów. Od tamtej pory Navidsonowie stali się sławni, a Zampano  robiąc notatki na luźnych kartkach papieru, serwetkach i w gęsto zapisanych notatnikach  skompilował wyczerpującą pracę na temat wydarzeń w domu przy Ash Tree Lane. Jednakże ani Wagabunda, ani nikt z jego znajomych nigdy nie słyszeli o „Relacji Navidsona”. Teraz zaś im więcej Johnny czyta o domu Navidsonów, tym bardziej zaczyna się bać i popadać w paranoję. Najgorsze jest to, że nie może potraktować znalezionych zapisków jako zwykłych majaczeń starego wariata. Zaczyna zauważać zachodzące w otoczeniu zmiany…

[Źródłó: www.mag.com.pl]

Jeśli mam być szczery, to dawno czytanie nie przysporzyło mi tyle kłopotu, co w przypadku Domu z liści. Cała „magia” książki polega na tym, że jej bohater  Zampano  tworząc swoje notatki posługiwał się różnymi skrawkami papieru. Gdyby cała historia była po prostu opisana jako powieść z prawdziwego zdarzenia myślę, że mogłaby być całkiem przyswajalna. Mamy jednak w tomie do czynienia z różnymi zabawami edycją. Od początku, od pierwszej strony, spotykamy się z bardzo małą, mikroskopijną wręcz czcionką, która zwyczajnie męczy oczy i nie pozwala do końca cieszyć się z lektury. Później wcale nie jest lepiej. Czytelnik dostaje różne formy tekstu, począwszy od pisanych poprzecznie, po różne małe fragmenty (czasami nawet jest to jedno zdanie) mieszczące się na całej stronie (aż żal patrzeć na tyle niewykorzystanego miejsca w książce), didaskalia, cytaty… Kurczę! Chociaż nie jestem jakimś pedantycznym kolekcjonerem książek i obrońcą drzew jednoczenie, to muszę powiedzieć, że takie zabiegi zwyczajnie mnie wkurzają. Niby ma to tworzyć ciekawy kontrast, fajną zabawę dla odbiorcy, ale ja po prostu nie miałem do tego cierpliwości. Ktoś wydaje prawie 70 zł na ogromne tomisko w twardej oprawie liczące kilkaset stron, by dostać tak naprawdę połowę oczekiwanego tekstu i mnóstwo pustych kartek. Nie przekonuje mnie taki chwyt.

Sama historia wydaje się całkiem w porządku. Nie jest to typowy horror, ale jednak budzi wiele emocji. Głównie chodzi mi o istotę samego domu przedstawionego na kartach dzieła. Jest on opisywany niezwykle wręcz realnie, autor buduje klimat i zdecydowanie umie bawić się językiem. Jeśli chodzi o fabułę, to ta zdecydowanie stworzona jest w sposób przemyślany i podana w intrygujący sposób, aczkolwiek nieprzeznaczony dla każdego. Fajne jest to, że autor wpadł na oryginalny pomysł podania swojej opowieści, niemniej nie jestem pewien, czy nie przesadził. Nie ukrywam, że książce trzeba poświęcić naprawdę sporo czasu i czytać ją bardzo powoli i skrupulatnie. Kilka razy miałem ochotę porzucić lekturę, lecz trochę było mi jej szkoda, zważając na jej fizyczną wartość.

Mam bardzo mieszanie uczucia. Z jednej strony widzę gdzieś potencjał i kawał dobrej, ciężkiej pracy autora, z drugiej zaś mam w pamięci wszystkie te przeszkody stworzone dzięki konwencji książki. Chyba nie jestem w stanie lektury polecić, ale jeśli miałbym ją ocenić była by to 5 w 10-stopniowej skali.

About the author

Marek Szwajnoch

Serialoholik, miłośnik polskiej fantastyki, wydawnictwa Fabryka Słów i rowerowego Enduro. Ceni sobie polskie kino, śląskie obiady oraz dobre rockowe brzmienie.

Leave a Comment