Gry planszowe Wokół książek

Recenzja Zombicite — Let’s kill some zombies!

Zombicite
Written by Jan Oko

Piątkowy wieczór. Grupa dorosłych osób. Nie siada przed telewizorem, nie idzie na imprezę pobujać się w rytmach czegokolwiek do czego dzisiaj się bujają ludzie. Ich czeka nie byle jakie zadanie. Let’s kill some zombies!

Na początku od razu się przyznam. Od Zombicide się uzależniłem. Recenzja nie jest obiektywna. Potrafię zostawić inne gry, jak tylko znajdą się chętni do wybijania nieumarłych. Jednak to nie masowa rzeź mnie jara najbardziej…

Na początku jesteś nikim. Masz patelnię, łom albo jeżeli szczęście ci sprzyjało, pistolet. Jesteś zwykłym człowieczkiem, który miał cholerne szczęście, że jeszcze żyje. Większa część ludzkości w tej chwili jest martwa. Do tego chce cię zjeść. Mając mocno ograniczone możliwości na początku, ty i grupka pozostałych ocalałych, macie po prostu przeżyć. Przetrwanie pierwszych dni apokalipsy wcale nie oznacza, że potem będzie chociaż trochę łatwiej. Wręcz przeciwnie.

Zombicite

Zombicite

Zombicide to cała seria gier dzieląca się na dwie grupy. Najpierw ukazały się klasyczne zombie, znane z wielu filmów i książek. Wszystko dzieje się w świecie nam znanym. Od niedawna można także przenieść się w odległe średniowiecze. Aż ciarki przechodzą na myśl o Wolf-Bomination. Tego cholerstwa nie powstrzymają żadne zbroje i tarcze.  Jak napisałem, w miarę upływu czasu jest coraz trudniej. Podczas gry rozwijamy nasze postacie, zdobywamy nowe umiejętności, lepszą broń. Z drugiej strony zombie jest coraz więcej. Im więcej nasi bohaterowie zdobywają doświadczenia, tym więcej potworów pojawia się co turę na planszy. Są jak Armia Czerwona, potrafią przejść jak walec i zgnieść samą swoją ilością.

Scenariusze są elegancko opisane wg trudności i średniego czasu rozgrywki. Przewidywany czas ma się jednak do rzeczywistości jak piernik do wiatraka. Chyba, że w uśrednianie wliczono sytuację porażki w pierwszych turach. Aby uzyskać prawdziwą długość gry, należy ów średni czas pomnożyć przez trzy. Czasami najprostszy scenariusz potrafi się mocno przeciągnąć. Krótka gra oznacza jedną rzecz. Porażkę. Nigdy nie udało mi się zakończyć gry w przewidzianym czasie. Co w związku z tym? Nic! Piszę to tylko po to, aby gracze zarezerwowali sobie dość czasu. Rozrywka jest przednia i kilka godzin mija bardzo szybko.

Zasady. Na początku wydają się dość zawiłe. W niektórych momentach nielogiczne (część została poprawiona w późniejszych edycjach). Można je śmiało zmieniać, dostosowywać tak, aby gra sprawiała więcej frajdy. Nie ma się też co obawiać, że za bardzo ułatwi to rozgrywkę. Wygrana wcale nie jest czymś oczywistym a szarża kumpla, który chce wypróbować nową broń, może okazać się fatalnym błędem.

Jeżeli chodzi o wykonanie części gry, to twórcom należą się słowa uznania. Egzemplarz, z którego ja korzystam, jest publicznie dostępny w katowickiej Mgle. Jest regularnie eksploatowany a mimo to większość części wygląda świetnie.

Gra jest świetna, wciągająca, odprężająca, odstresowująca i dająca myśleć. Szare komórki są niezbędne do ukończenia każdego epizodu. Dobra taktyka może uratować cztery litery i doprowadzić do zwycięstwa.

Ja tutaj gadu, gadu, a tymczasem zombie same się nie zlikwidują. To co? Kto zagra?

About the author

Jan Oko

Antykwariusz i bukinista. Zakochany w książkach.

Leave a Comment