Fantastyka Recenzje Science-Fiction

John Brunner — Ślepe stado

ślepe stado KK
Written by Marek Szwajnoch

Wydawnictwo MAG jest jednym z czołowych dostawców znakomitej literatury SF w naszym kraju. Świetna seria „Uczta Wyobraźni” powoli dobiega końca, lecz w jej miejsce pojawił się nowy cykl — „Artefakty”. Kolekcja ta zapowiada się jako zbiór najlepszych, klasycznych powieści science fiction, które po raz pierwszy ujrzą światło dziennie na polskim rynku! Jest to istna gratka dla fanów gatunku, którzy pragną zapoznać się najwyższej jakości bestsellerami. Jedną z najnowszych książek serii jest „Ślepe stado” Johna Brunnera, która serwuje nam znakomicie napisaną, chociaż niezwykle pesymistyczną wizję naszej przeszłości.

John Brunner (ur. 24 września 1934 r. — zm. 26 sierpnia 1995 r.), brytyjski pisarz science fiction. Urodził się w Preston Crowmarsh w Oxfordshire. Służył jako oficer w lotnictwie brytyjskim od 1953 r. do 1955 r. Zmarł w wyniku wylewu w Glasgow w trakcie odbywającego się w tym mieście 53. Światowego Konwentu SF. Laureat nagrody HUGO za najlepszą powieść.

Austin Train, ekolog i pisarz, od lat ostrzegał w swoich pracach o zbliżającym się ekologicznym kataklizmie, który znacznie utrudni normalne życie na naszej planecie. Nikt nie przejmował się tym zanadto uważając ostrzeżenia za mało prawdopodobne i kłamliwe. Sytuacja zmienia się w momencie, kiedy okrutna wizja się urzeczywistnia. Miasta są tak zanieczyszczone, że chodzenie w specjalnej masce filtrującej powietrze staje się dziennym rytuałem. Sterty śmieci przelewają się przez ulice, brakuje jedzenia i wody zdatnej do picia. Ludzkość przypomina sobie nagle o Austinie mianując go nieoficjalnie przywódcą nowego, mającego zapewnić powrót do wcześniejszego ładu, ruchu społecznościowego nazwanego na część ekologa trainizmem. Train nie jest zwolennikiem takiego obrotu sprawy, zwłaszcza że ów ruch działa dosyć brutalnie. Mężczyzna wycofuje się z mediów, przybiera nowe nazwisko i zaszywa się w bezpiecznym miejscu. Nieoczekiwanie jednak tajemniczy wynalazek — Nutripon, który ma pomagać głodnym Afrykanom — wywołuje o nich niekontrolowane napady szaleństwa. Wybucha międzynarodowy skandal, co jest pretekstem dla Austina, by wyjść z ukrycia.

„Najlepsza powieść Brunnera, jaką dotąd czytałem. (…) Wspaniale rozplanowana i dramatyczna. Prawdziwe dzieło sztuki!”

James Blish

Brunner stworzył niezwykły obraz przyszłości, która nie tyle mówi o ekologicznej katastrofie, co o upadku człowieczeństwa i moralności. Okazuje się bowiem, że ludzie w obliczu tragedii potrafią zachować się tak egoistycznie i zaskakująco, że naprawdę trudno to sobie wyobrazić. Podczas lektury przypomniałem sobie sytuację nagłośnioną przez media, kiedy to podczas powodzi w Polsce ludzie dowozili swoim sąsiadom na łódkach wodę mineralną oczekując w zamian kolosalnych (oczywiście jak na zdatną do picia wodę) pieniędzy. Jak w ogóle można myśleć o zwyczajnej pomocnej dłoni, kiedy pojawiają się nagle osoby, które są skłonne wzbogacić się kosztem innych?! Właśnie taką wizję głupoty przedstawia nam autor książki. Prócz znieczulicy na nawoływanie do bardziej ekologicznego życia, spotykamy się także z znieczuleniem na krzywdę innych.

Powieść na pewno nie jest książką łatwą, mamy do czynienia z nieco inną konstrukcją przedstawiania fabuły. Brunner dzieli swoje dzieło na liczne małe rozdziały wklejając po drodze różnego rodzaju dane statystyczne czy wycinki z gazet. Krok po kroku ujawnia drastyczne fakty: jest to coś w rodzaju retrospekcji czy pamiętnika, aczkolwiek utrzymane w konwencji  fabularnej. Pisarz na pewno zaskakuje, choć historia po raz pierwszy została wydana w 1972 roku, to do dziś budzi wielkie emocje. Okazuje się, że jego wizja może być nie aż tak bardzo odległa od rzeczywistości, jaka nas czeka za kilkanaście lat, tym bardziej zważając na to, że maski filtrujące powoli rozpowszechniają się na ulicach Krakowa. Nie dość, że Brunner popisuje się pomysłem na ciekawe rozwiązania technologiczne w świetle kataklizmu, to jeszcze przedstawia smutną, aczkolwiek (obawiam się) prawdziwą naturę człowieka, który w obliczu tragedii zarówno swojej jak i innych, wybiera ratunek własnego „ja”.

Ślepe stado zaskakuje nas na wielu płaszczyznach. Jest to nie tylko dobre SF, ale też uczące, zmuszające do zadumy i zastanowienia nad sobą dzieło. Książce na pewno trzeba poświęcić wiele uwagi, bo nie jest to lekka lektura, którą można pochłonąć w kilka godzin. Mimo to polecam ludziom szukającym czegoś nieco bardziej ambitnego i jednocześnie pouczającego.

About the author

Marek Szwajnoch

Serialoholik, miłośnik polskiej fantastyki, wydawnictwa Fabryka Słów i rowerowego Enduro. Ceni sobie polskie kino, śląskie obiady oraz dobre rockowe brzmienie.

1 komentarz

Leave a Comment