Literatura piękna Recenzje

Magiczna podróż do duszy człowieka

Ignacy Karpowicz, "Śońka"
Written by Jan Oko

Brakuje mi słów, aby oddać klimat tej książki. Na początku przeniosła mnie w inną krainę. Skojarzył mi się on z wsią, gdzie co roku jeździłem z rodzicami. Świat kolorowy, pełen zapachów. Świat o wiele spokojniejszy od naszego miejskiego pośpiechu. Taki, w którym człowiek ma dla człowieka czas. Potem okazało się, że ten świat wcale nie jest taki idealny. Jest jak raj skażony grzechem.

Z początkiem książki Czytelnik przenosi się do świata tytułowej bohaterki. Jest to wieś, gdzieś na wschodzi Polski, pod granicą z Białorusią. Taki przysiółek, w którym zatrzymał się czas. Już pierwsze strony wprowadzają w atmosferę z zupełnie innej rzeczywistości. Jest to takie miejsce, gdzie pośpiech naszej cywilizacji nie dociera, gdzie gubiąc zasięg nadajników telefonii komórkowej zyskuje się chwile. Poczułem to, czego mogłem zasmakować jeżdżąc na co roku w podkarpackie jeszcze w podstawówce i liceum. Gospodarze nastawieni do nas bardzo życzliwie z czasem zaliczyli nas właściwie do rodziny. Tam bardziej niż kolejne atrakcje liczyły się spotkania i rozmowy. Choć nie uczestniczyliśmy (poza nielicznymi wyjątkami) w pracach na polu, to odczuwaliśmy ten wyjątkowy klimat. Coś, czego jeszcze bardziej doświadcza się w tej książce.

Nie jest to jednak pochwała wsi czy spokojnego życia. W powieści (a może powinienem napisać „dziele”, bo to zdecydowanie więcej niż po prostu książka) Karpowicza wieś i jej klimat stały się pretekstem do zupełnie innej historii, bardziej uniwersalnej. Autor odkrywa przed nami nasze własne dusze. Widzimy się w duszy Sońki, która utraciła swoją miłość i sens, a jej życie po prostu… leci. Oglądamy się w zwierciadle Igora, dla którego byt jest teatrem, grą, może wręcz ułudą. Jest też Joachim, któremu przytrafia się to, co nie powinno według kanonów norm jego społeczeństwa. Kolejne wydarzenia, o których opowiada Sońka, to też taka historia, która niby odległa, dotyka gdzieś naszego wnętrza. W pewien sposób jest bliska przez to, że po prostu pokazuje ludzi takimi, jakimi są. Często prości, pochopni w ocenie, zwykli i okrutni. To, co jednak najbardziej boli to fakt, że ten raj jest tak bardzo skażony grzechem. Tytułowa bohaterka doświadcza nie tylko wielkiej miłości, ale także wielkiego poniżenia, bólu i cierpienia. Piękny, barwny i pachnący świat skażony jest krwią, gwałtem i śmiercią. Choć ta ostatnia okazuje się czasem paradoksalnie wybawieniem…

Gdy czytałem Sońkę miałem wrażenie, że pod jej wierzchnią warstwą pulsuje ogromne bogactwo literatury, sztuki, przeżyć i doświadczeń. Są to te momenty, w których człowiek żałuje wielu nieprzeczytanych albo zapomnianych lektur. Ktoś wprawniejszy w literaturoznawstwie odkryje zapewne wiele kontekstów i nawiązań do innych dzieł sztuki. Czy będzie to Pan Tadeusz, czy raczej Chłopi? Kiedy ta wieś spokojna, wieś wesoła stała się nie tak idealnym miejscem, choć nadal pięknym? Z zainteresowaniem sięgnę kiedyś po opracowanie, które przybliży mi ten temat. Choć zapewne wśród naszych Czytelników znajdzie się osoba, która mogłaby podzielić się swoimi przemyśleniami w tym temacie.

Jedną z cech, które czynią tę książkę tak magiczną, jest piękny język. Trudno moimi niewprawnymi słowami go opisać. Gdy jednak czytam kolejne zdania mam wrażenie, że każde z nich jest przemyślane tak, aby dźwięk słów, ich kształt i brzmienie oddawały nastrój chwili! Gdy zbliża się śmierć jest łagodnie, swojsko. Bo czeka się na nią we własnym łóżku, u siebie – nie w higienicznie sterylnym i obcym szpitalu. Gdy czytamy o reakcjach po przedstawieniu Igora coś zaczyna zgrzytać, brakuje harmonii. Nie dziwi stopień językowego dopracowania, skoro autor temu dziełu poświęcił siedem lat! Jest to jedna z tych lektur, które można czytać dla samej przyjemności obcowania z pięknym, poetyckim kunsztem językowym.

Konstrukcja książki jest też ciekawa. Całość podzielona jest na krótkie fragmenty. Po jej przeczytaniu można wracać do tej historii otwierając kartki na chybił trafił. Znajdziemy się w takim czy innym momencie opowieści, który coś wnosi, coś ważnego mówi. Trochę tak, jakby to był tomik wierszy, który można przeczytać od początku do końca albo zdać się na łut szczęścia i czytać w przypadkowej kolejności.

Sońka jest krótka, wręcz króciutka. Raptem 200 stron niewielkiego formatu. Autor umieścił w niej jednak kwintesencję, samo sedno tego, co chciał przekazać. Czyta się więc owo dziełko całkiem długo. Co jakiś czas trzeba przystanąć, zadumać się i zapytać samego siebie o coś istotnego. Czasem czytając można się uśmiechnąć, innym razem wzruszyć i zapłakać. Bo ta książka jest taka od serca, taka dla każdego, taka pa prostu…

About the author

Jan Oko

Antykwariusz i bukinista. Zakochany w książkach.

Leave a Comment