Recenzje

Joel McIver, „Żyć znaczy umrzeć”

Joel McIver, "Żyć znaczy umrzeć"
Written by Marek Szwajnoch
Joel McIver, "Żyć znaczy umrzeć"

Joel McIver, „Żyć znaczy umrzeć”

Myślisz, że znasz Metallice? Pomyśl jeszcze raz. Biografia Cliffa Burtona rzuca nowe światło na najważniejszy etap kariery największego zespołu metalowego w historii muzyki. To opowieść o geniuszu i tragedii. Opowieść, która już na zawsze zapadnie ci w pamięć.

Joel McIver, Żyć znaczy umrzeć, [SQN], Kraków 2013

Joel McIver (1971) napisał 22 książki poświęcone muzyce metalowej oraz rockowej. Współpracuje z magazynami muzycznymi i filmowymi, takimi jak „Metal Hammer”, „Classic Rock” czy „Drummer”. Jest redaktorem „Bass Guitar”. Regularnie udziela się w radiu i telewizji.

Cliff Burton był basistą trash metalowego zespołu Metallica. Ten młody mężczyzna miał w sobie ogromny talent połączony z chęcią tworzenia i spełniania siebie właśnie w tym kierunku muzycznym. Książka to jego biografia, chociaż nie tylko. Znaczące tło opowieści tworzy historia powstania Metalliki, chwile w których po raz pierwszy zaczęli na poważnie zagłębiać się w świat metalu, wkraczając na niełatwą drogę sukcesu. Cliff był dla zespołu kimś kluczowym. Nie boje się stwierdzić, że gdyby nie jego wkład w muzykę teamu, nie mielibyśmy dziś niektórych kultowych utworów, które na zawsze zmieniły oblicze muzyki, tworząc w tamtejszych czasach nowy nurt zwany trash metalem. Burton był mężczyzną odklejonym od reszty, lecz mimo to idealnie pasującym do zespołu. To on był często hamulcem dla młodocianego, nad wyraz intensywnego koncertowego życia. Chociaż nie stronił od używek to umiał znaleźć moment, w którym trzeba zachować racjonalność i nie dać ponieść się emocjom – wszystko to oczywiście w ramach dobra dla ekipy.

Książka opisuje dokładnie życiorys Burtona, poczynając od występów w pierwszym w miarę poważnym projekcie – Trauma. Z każdą kolejną stroną dowiadujemy się o basiście więcej: jak trafił do Metalliki, jak zmienił jej oblicze… W książce znajduje się wiele opinii o Cliffie płynących z ust osób najbliższych jak i postronnych obserwatorów kariery basisty. Za każdym razem są to słowa ciepłe, świadczące o jego inteligencji, olbrzymim talencie i oczytaniu. Burton nie był typowym metalem, był – o dziwo! – spokojnym, mającym trochę swój własny świat facetem, dla którego wszystkim była rodzina i muzyka.

Cliff Burton był człowiekiem pełnym sprzeczności: twardym, lecz wrażliwym, myślącym, lecz uważanym za „głównego zadymiarza”; był estetą i miłośnikiem filozofii, który lubił pić piwo i trzepać czupryną. Wiemy, że dla muzyki poświęcił wszystko – cały swój talent, energię, zdecydowanie i czas oddał Metallice. Trzy i pół roku – najbardziej produktywny okres w swoim okrutnie krótkim życiu – poświęcił na karmienie metalowej bestii pod nazwą Metallica i jest więcej niż pewne, że nie chciałby, żeby to wszystko poszło na marne.

[Joel McIver, „Żyć znaczy umrzeć”]

Biografia jest naprawdę świetnie napisana, nie ma w niej miejsca na zbyteczną, nudną część życiorysu! Wszystko ma swoje ręce i nogi, każda przygoda opisana jest w niezwykle interesujący sposób, czego zresztą można było się spodziewać po tak wszechstronnym człowieku, jak Joel McIver. Niespełna 300-stronicowe dzieło mieści w sobie opisy narodzin gwiazdy, powstawania pierwszych albumów Metalliki, historię początków ciężkiego koncertowania… Dodatkowo książka zawiera kilka archiwalnych zdjęć przybliżających nam wizualnie życiorys Cliffa Burtona. Z tyłu kilka stron zostało poświęconych na obraz basisty w oczach inny artystów bądź dziennikarzy muzycznych. Wszystko to składa się na istny literacki pomnik upamiętniający świetnego gitarzystę, o którym chyba nie wypada zapomnieć.

Nie pamiętam dokładnie kiedy zacząłem słuchać Metalliki, ale było to bardzo dawno temu. Wiem jedynie, że moja przygoda z tym zespołem nie zaczęła się od chwili, w którym usłyszałem pewien kawałek i powiedziałem sobie: tak, to jest to. Metallika była gdzieś obok mnie od momentu, kiedy jako dziecko zacząłem odkrywać różne wartości i kiedy muzyka przestała być tłem a zaczęła stanowić coś więcej – coś co daje radość i z czym można się utożsamiać. Działo się tak dlatego, że i kuzyn, i brat z którymi w tamtym okresie miałem najlepszy kontakt, słuchali właśnie takiej muzyki. Do teraz cieszę się, że to właśnie James i spółka zawładnęli moim gustem muzycznym. 28 maja 2008 roku spełniły się moje marzenia, które siedziały we mnie praktycznie od początku poznania kapeli. Na Stadionie Śląskim w Chorzowie razem z tysiącami innych fanów, którzy przyjechali z całej Polski, mogłem napawać się występem Metalliki na żywo. Cieszę się, że po lekturze książki „Żyć znaczy umrzeć” mogłem zbliżyć się co nieco do osoby Cliffa Burtona, którego niestety już dzisiaj nie ma. W świetle tej biografii nabrałem większego szacunku do pracy, jaką wykonali muzycy by dojść do momentu, w którym są teraz. Książka niesie za sobą pewne wartości, mianowicie ukazuje, jak wiele może zależeć od pojedynczej osoby i jak może ona przyczynić się do sukcesu innych. Czy zespół z tak świetnym talentem mógłby zajść dalej, gdyby nie tragedia? Chociaż pytanie powinno brzmieć: czy można osiągnąć jeszcze coś więcej niż dzisiejsza Metallica?

[youtube http://www.youtube.com/watch?v=4vAhiTUkkqQ&w=420&h=315]

About the author

Marek Szwajnoch

Serialoholik, miłośnik polskiej fantastyki, wydawnictwa Fabryka Słów i rowerowego Enduro. Ceni sobie polskie kino, śląskie obiady oraz dobre rockowe brzmienie.

Leave a Comment