Relacje

17. Targi Książki w Krakowie za nami

Written by Jan Oko

Obok warszawskich to największe targi książki w Polsce. Prawdziwa uczta dla miłośników dobrej lektury i tragedia dla portfela. Jednym słowem, warto było być!

Na targach zjawiłem się w piątek wczesnym popołudniem. Na początku odwiedziłem zaprzyjaźnione stoisko granice.pl, a potem rozpocząłem buszowanie w głównej hali. Odwiedzenie wszystkich stanowisk stanowiło nie lada wyzwanie, gdyż było och blisko 300! Ponieważ miałem być na targach także w sobotę, a nocleg po drugiej stronie Krakowa, więc postanowiłem nic nie kupować pierwszego dnia. Oczywiście poległem.

To co jest ogromną zaletą krakowskich targów książki, to ilość wydawców, którzy są na nich obecni. Miłośnicy fantastyki i romansów, poszukiwacze książki naukowej i beletrystyki, maluchy i osoby starsze, wszyscy znajdą coś dla siebie. Ja osobiście kupiłem coś dla siebie do poczytania, m.in. nowego Asteriksa, Strych Tesli, Inferno i Cienioryt. Poza tym materiały do nauki szwedzkiego, Catullusa i książkę o klasycznym języku tybetański. Dla rodziców wziąłem książkę Wojciecha Cejrowskiego z autografem autora. Piątek był bardzo przyjemny. Można było spokojnie zatrzymać się przy każdym stoisku, popatrzeć na książki, wziąć je do ręki, przeczytać fragment i porozmawiać z autorami, innymi odwiedzającymi czy znajomymi z wydawnictw.

Sobota natomiast okazała się dużo cięższa. Nie dlatego, że nocleg miałem w akademiku i jakoś tak wyszło, że zaliczyłem imprezę studencką. Na targach były tłumy. Było ciasno i duszno. Do stoisk trzeba było się przeciskać, nie dało się spokojnie przy nich stać, bo ciągle ktoś potrącał. Z drugiej strony, był to dzień, w którym można było spotkać najwięcej autorów, więc nie dziwiły nawet kilometrowe kolejki. Wokół stanowiska Olesiejuka nie dało się przejść praktycznie o każdej porze. Od 14:40 przy stanowisku Wydawnictwa Rebis zaczęła się ustawiać kolejka do Jonathanna Carrolla, która bardzo szybko zablokowała kilka innych stoisk. Hala targów jest po prostu za mała na taką ilość osób. Przeciśnięcie się z jednego końca na drugi wymagało cierpliwości i przepychania się między ludźmi. Gdyby nie możliwość wyjścia na świeże powietrze w kilku miejscach przeznaczonych dla palaczy, można byłoby paść z braku powietrza. Rozwiązaniem ma być nowa hala, w której podobno już następne targi będą miały miejsce.

Zauważyłem, że wiele osób, które trudno nazwać autorami, pojawiło się na targach i pozowało na autorów. Szczególnie dużo było polityków. Lista nazwisk jest całkiem długa. Rozumiem tę potrzebę lansu, ale może by tak prywatnie przyjść, a nie od razu pchać się przed kamery. Jednak wydawnictwa będą się na to decydowały, gdyż to generuje zainteresowanie, ruch i zarobek. Trzeba więc to przyjąć jako konieczność i pogodzić się. Z innych braków wskazałbym problem kawiarniany. W okolicy hali nie ma nic, więc trzeba było zdać się na to, co było w środku. Jednak prawie cały czas brakowało miejsc, żeby usiąść i napić się kawy, ciężko było też cokolwiek do tej kawy kupić. Prowadzący targowe kawiarnie mogli mieć je lepiej wyposażone (bo na większą ilość miejsca pewnie i tak nie mogliby liczyć).

Mimo całego mojego narzekania, targi to świetna impreza. Książki są tanie (nawet o połowę), można zdobyć autografy i popatrzeć na te pozycje, których portfel nie pozwoli kupić. Jest to jak wejść do olbrzymiej księgarni, pełnej promocji. Marzenie wszystkich moli książkowych. Mój portfel bardzo ucierpiał w te dwa dni. Będę się z tego leczył przez jakiś czas, ale jestem niezwykle zadowolony z nabytków. Poza tym poznałem kilka niezwykle ciekawych osób  – autorów i przedstawicieli wydawnictw. Było więcej niż warto przyjechać do Krakowa, a targi w królewskim mieście to coroczny obowiązek dla fanów książki.

About the author

Jan Oko

Antykwariusz i bukinista. Zakochany w książkach.

Leave a Comment