Fantastyka Recenzje

Marta Kisiel, „Nomen Omen”

Written by Jan Oko

Przyznam się, że zwlekałem z napisaniem tej recenzji. Wręcz bałem się. Trzymam tę książkę w rękach i dalej nie wiem co napisać. Jak oddać jej ducha, nastrój i klimat? Brakuje mi wprawności pióra, którą posiada Marta Kisiel. Jej słowa zaiste mają moc sprawczą. Mogą na przykład sprawić, że człowiek spadnie z krzesła śmiejąc się do rozpuku. Następnie jeszcze przeturlają nieszczęśnika kilka razu po podłodze. Potem mocniej niż najlepsze gwoździe znów przykują do tekstu, aż do następnego wybuchu śmiechu.

Marta Kisiel, Nomen Omen, Wydawnictwo Uroboros, Warszawa 2014

Biorąc do ręki drugą książkę Marty Kisiel byłem lekko zaniepokojony. Dożywociem autorka pokazała swój niesamowity kunszt literacki. Jej teksty pod postacią jednego znanego mi opowiadania czy wpisów na Facebooku również trzymały wysoki poziom. Czy jednak nie okaże się, że autorka jest gwiazdą jednego sezonu? Ile razy zdarzało się, że ten czy inny artysta popełnił dzieło kapitalne, wybitne, ale jednorazowe. Nomen Omen wziąłem więc do rąk z tymże niepokojem i ogromną ciekawością. Przeczytałem pierwszy akapit i… o mało nie spadłem z łóżka! Oto bowiem Salka Przygoda (główna bohaterka), „lat dwadzieścia pięć, metr osiemdziesiąt trzy wzrostu, siedemdziesiąt sześć kilo wagi, niczym gołębica przeleciała nad barierką i runęła prosto w ciemny, lodowaty nurt Odry…”. Siedemdziesięciosześciokilogramowa gołębica spowodowała u mnie niekontrolowany wybuch śmiechu. Przed oczami miałem, jeszcze nie w każdym szczególe wyobrażoną, Salkę rozpaczliwie machającą ramionami, biedaczkę, która swym gołębim (nie)lotem ląduje w Odrze.

Już zdradziłem, że Salka jest główną bohaterką, więc dokonałem spoilera co się zowie. Salka, jako owa postać numer jeden, upadek do Odry przeżyła. Co jeszcze bardziej zaskakujące, przeżyła do końca powieści. Fakt ten zasługuje co najmniej na jakiś medal czy wyróżnienie, albowiem Salka nie należy do tych, co im sypią płatki róż pod stopy. Dzielna dziewczyna co rusz pakuje się lub jest pakowana w sytuacje zagrożenia życia. Czasami jest to mordercza pasja innej postaci książkowej (o której cicho sza, żeby nie zdradzać jej pośmiertnego pochodzenia), czasami ot, zwyczajna miłość. Za każdym razem jednak można oberwać lub uderzyć się w coś. Choć może od tej miłości to przede wszystkim uderza krew do głowy. Pierwsze spotkanie Salki z pewnym studentem należy do moich ulubionych fragmentów.

Nie zdradzając wiele z fabuły wspomnę tylko, że obecność elementów nie do końca racjonalnych jest mocno obecna w powieści. Trochę umarłych, czarownice, zagadkowe legendy i World of Warcraft przenoszą nas w fantastyczną krainę. Przeprowadzka Salki do Wrocławia uruchamiają lawinę wydarzeń niesamowitych i co rusz zaskakujących Czytelnika. Autorka potrafi wyczyniać fabularne cuda, zadziwiając, rozśmieszając, a czasem dając chwilę do zastanowienia i moment na łzę wzruszenia. Nie traci przy tym ani na akapit, ani na jedno zdanie swojego stylu.

Martę Kisiel wyróżnia wielce oryginalny styl pisania, którego nie da się podrobić. Tym stylem zachwyca zarówno w swoich książkach, jak i na swoim fanpage’u Kisiel z Kłulika. Kto go pokochał w Dożywociu, nie zawiedzie się czytając Nomen Omen. Jej urzekająca polszczyzna ma w sobie coś z mistrza Fredry. Celna, operująca słowem niczym mistrz szermierki rapierem i inteligentnym dowcipem powodująca poruszenia każdego mięśnia i komórki w skutek salw śmiechu i radości powstających przy czytaniu. Czytałem dzieła Aleksandra Fredry już po zakończeniu szkoły, dla przyjemności, i bawiłem się przednio. Przyszło mi do głowy, że gdyby on żył dzisiaj, to byłby właśnie Martą Kisiel… ale szybko wyrzuciłem z głowy tą genderową myśl.

Choć jednak styl pisarski Marty Kisiel jest obecny tak w pierwszej, jak w kolejnej jej książce, to nie dostajemy do rąk Dożywocia Dwa. Autorka miała zupełnie nowy pomysł na fabułę. Książka przez to jest świeża. Zachowuje to co najlepsze z pióra, które ją popełniło, nie wpadają jednak w katastroficzną sytuację porównań typu „jedynka była lepsza” i tym podobnych. Nomen Omen nie jest kontynuacją poprzedniej książki, nie wywołuje więc zbędnych porównań. Książka jest w pełni oryginalna i w pełni kisielowa. Inaczej mówiąc, jest pozycją obowiązkową do przeczytania już w pierwszych dniach po premierze!

W trakcie pisania jest już kolejne dzieło. Mam nadzieję, że ukaże się szybciej niż Nomen Omen. Od poprzedniej książki minęły bowiem już prawie cztery lata! W oczekiwaniu na nowości będę namiętnie czytał DożywocieNomen Omen. Do obu warto wracać. Są to książki, które czyta się po kilka, kilkanaście razy. Wraca, jak do jakiegoś cudownego świata, aby leczyć szarość codzienności. Co więcej, mogliby je przepisywać jako lekarstwo na depresję. Kuracja w stu procentach skuteczna!

About the author

Jan Oko

Antykwariusz i bukinista. Zakochany w książkach.

2 komentarze

Leave a Comment