Wieści

Dominik Sokołowski – „Kwiat Paproci”

Written by Marek Szwajnoch

Dominik Sokołowski – „Kwiat Paproci”

Dominik Sokołowski, Kwiat paproci, [Rebis], Poznań 2012

Dominik Sokołowski urodził się w 1977 roku w Gdyni, mieszka i pracuje w Gdańsku. Z wykształcenia historyk, zawodowo zajmuje się dziejami Polski XX wieku. Uważa, że to barwna, złożona i interesująca epoka, a to, że powszechnie odbiera się ją jako”wieki ciemne”, jest skutkiem zadufania humanistów doby renesansu i stereotypów utrwalonych przez oświeceniową propagandę. W liceum był namiętnym graczem papierowych gier role-playing, co zaowocowało stworzeniu autorskiego systemu RPG.

Kwiat paprosi jest debiutem autora. Książka jest otwarciem trylogii kronik arkadyjskich, opowiadających o świecie kipiącym magią, niebezpieczeństwami i przygodami. Arkadia jest tysiącletnim cesarstwem, kolebką cywilizacji. Niestety od pokoleń jego fundamenty podgryzają herezje, pałacowe intrygi i ludowe niepokoje. Akcja książki toczy się wielowątkowo na trzech płaszczyznach. Mamy do czynienia z trzema bohaterami, których losy przypadkiem się spotkają. Ilias jest rycerzem, który szuka zemsty w barbarzyńskiej krainie zwanej Vinlandią. Z całego serca pragnie pomścić ukochaną wybrankę i to właśnie przyćmiewa jego całe życie. Isaakoios z kolei to wygnany następca tronu. Z początku biernie podchodzący do swojego marnego żywota szybko uświadamia sobie, że dziedzictwo jest rzeczą pierwszoplanową. Wraz z wiernym centurionem wyrusza w podróż, w której z chłopca będzie mu dane przemienić się w prawdziwego mężczyznę. Trzecią postacią jest kobieta – piękna agentka inkwizycji o imieniu Michelle. Tropi ona sektę, która trudni się w obrzydliwych i makabrycznych obrzędach w centrum stolicy Arkadii. Całkowicie inni, pozbawieni jakichkolwiek powiązań ze sobą, będą mieli możliwość się spotkać. Pytanie brzmi jak zakończy się mieszanka tych trzech charakterów?

Z wielką radością dostałem do ręki książkę, spodziewając się dzieła absolutnie przyszpilającego do fotela. Bardzo zachęcająca okładka namnożyła wiele myśli w mojej głowie. Wielce ucieszyłem się, marząc o ziejących ogniem smokach, ciekawej, wartkiej fabule która może pójdzie w gust twórczości Sapkowskiego. Czytam zatem jedna stroną, drugą, dziesiątą i… rozczarowanie narasta. Tak naprawdę świat, który przedstawia nam Sokołowski jest bardzo niewygodny. Widać, że autor fascynuje się historią i chce na karty swojej powieści przelać swoje zainteresowanie, tworząc coś pozornie odrębnego i oryginalnego. W rezultacie jednak dostajemy świat bardzo podobny do starożytnych wielkich cywilizacji, co swoją drogą nie jest dla mnie miłym doświadczeniem, przypominając sobie szkołę średnią. Mamy multum trudnych nazw i imion, które tylko przeszkadzają w swobodnym czytaniu książki. Na szczęście nudna doktryna, która towarzyszy nam od pierwszej strony z czasem mija, trzeba tylko mocno wziąć się w garść żeby jakoś przelecieć początkowy rozwój historii. Później jest o dziwo dobrze. Język powieści jak na debiut, jest bardzo dobry. Książkę zaczyna się czytać luźno oraz nieco szybciej. Bohaterowie nakreśleni są także sprawnie, poznajemy ich powoli, odkrywając ich cechy wraz z przeszkodami, które będą musieli pokonać. Ich charakterystykę przyswajamy z czasem, co sprawia, że postaci stają się dynamiczne. Akcja niemniej toczy się troszkę bezpłciowo, nie mamy szybkiego tempa ani zwrotów akcji. Sądzę, że autor zaskoczy nas jeszcze w kolejnych tomach swojej trylogii, bo pierwsza cześć jest ewidentnie wstępem do czegoś bardziej barwnego.

Na kartach powieści spotkamy tak oczekiwane przeze mnie smoki, a na deser nawet wilkołaki i inne dziwa. Niemniej nie jest to kwintesencja całej opowieści. Nie jest to fantasy, która zniewala swoją istotą, bo i chyba nie o to autorowi chodziło. Fabuła skupia się na wyższych celach, na dążeniu każdego z bohaterów do swojego upragnionego, skrupulatne zaplanowanego zadania. Oczywiście nie twierdzę, że to zły zabieg – wręcz przeciwnie. Niestety jednak nie na tyle ciekawy, bym przeczytał książkę Sokołowskiego z zapartym tchem.

Podsumowując powiem, że jeśli książka ma być debiutem, czymś co ma stanowić wizytówkę każdego z pisarzy, to sprawdza się… przeciętnie. Nie powiem, że powieść jest zła, bo musiałbym skłamać. Po prostu nie zadowala w pełni moich oczekiwań. Brakuje mi w niej kilku rzeczy, ale pozytywnie spoglądam na dalsze spotkanie z trylogią. Myślę, że skuszę się do zaglądnięcia w następne tomy kronik Arkadii, jestem ciekaw jak rozwinie się talent u początkującego autora, który pokazuje, że ma głowę pełną pomysłów i zamiarów, tylko może do końca nie wie, w jaką ramkę je włożyć.

About the author

Marek Szwajnoch

Serialoholik, miłośnik polskiej fantastyki, wydawnictwa Fabryka Słów i rowerowego Enduro. Ceni sobie polskie kino, śląskie obiady oraz dobre rockowe brzmienie.

Leave a Comment