Czytelnia

„Krzyk pod wodą” – przedpremierowy fragment książki

Written by Agnieszka Noglik
Jeanette Øbro Gerlow, Ole Tornbjerga, "Krzyk pod wodą"

Jeanette Øbro Gerlow, Ole Tornbjerga, "Krzyk pod wodą"

Już 27 czerwca do księgarń trafia książka Krzyk pod wodą. My mamy dla Was fragmenty jeszcze przed premierą.

Jeanette Øbro Gerlow i Ole Tornbjerg

Krzyk pod wodą

Fragment pierwszy:

Czerwiec 1973

Dziecko w wannie już nie krzyczy.

Ona rozkoszuje się ciszą.

Jednak dźwięk pozostawia pogłos. Dźwięczy i dudni w jej głowie. A ona naprawdę potrzebuje odrobiny spokoju. Czy to tak wiele? Po prostu trochę spokoju. I snu.

W ciągu dnia przesiaduje na sofie, zatykając uszy.

Dziecko wrzeszczy przez okrągłą dobę. Czuje, że za chwilę zwariuje. To jest jak wieczne oskarżanie: nie jesteś dość dobra, nie starasz się wystarczająco, nie potrafisz się mną zaopiekować.

Dziecko zwróciło się przeciwko niej.

Początkowo próbowała je pocieszać, przytulać do swojego ciała. Ale ono ją odpychało. Jest wobec niej wrogo usposobione. Wyraźnie to czuje. W jaki sposób może zająć się dzieckiem, które jest tak wrogo do niej nastawione? Jak ma poczuć miłość do takiego dziecka?

Pielęgniarka środowiskowa powiedziała, że dziewczynce dobrze zrobi sen w wózku na świeżym powietrzu, więc wychodzą. Tam mała również płacze, ale przynajmniej jej uszy mogą chwilę odpocząć.

Ona tak bardzo potrzebuje spokoju.

Coraz mniej panuje nad swoimi myślami.

Ma najszczersze intencje, żeby je zatrzymać, ale ono nie daje się oswoić. A ona nie chce doznać porażki, opowiadając mężowi, jak się sprawy mają.

To nie tak miało być. Ale nie potrafi tego zmienić. Nie ma temu dziecku nic do ofiarowania. Nie ma dla niego nawet mleka. Jakby jej ciało sprzeciwiało się temu, żeby darować więcej. Ale ona przecież i tak wystarczająco dużo już z siebie dała! Ten mały potwór jest jednak innego zdania.

Czuje, jak ogarnia ją gniew. Mała egoistka. Tylko od niej wymaga. Jak mogła wydać na świat takie małe, egoistyczne stworzenie?

Gdyby była mężczyzną, najprawdopodobniej pomyślałaby, że to nie jej potomstwo. Jednak to ona je nosiła i urodziła.

W jej głowie rodzi się myśl, której nie można wypowiedzieć na głos. Jest zbyt wstydliwa. Jednak myśl nie znika z tego powodu.

W głębi duszy życzyłaby sobie, żeby to dziecko nigdy nie przyszło na świat.

Teraz jakby nieco wybudzała się z drzemki.

Czuje, jakby obserwowała się z zewnątrz. Unosi się w powietrzu, krążąc nad sobą.

Widzi swoje ciało siedzące na podłodze obok wanny. Coś jest nie tak. W pierwszej chwili nie rozumie, co się stało. Wkrótce to dostrzega.

Dziecko w wodzie wygląda na bezwładne i pozbawione życia.

Co się stało?

Nie rozumie. Wyciąga je z wody i kładzie na podłodze. Nie czuje oddechu. Robi masaż serca i wdmuchuje powietrze do małych ust.

O Boże…

I gdy już sądzi, że to beznadziejne i że nie uda się przywrócić do życia tego bezwładnego ciała, dziewczynka kaszle, a woda z płuc wydostaje się przez jej usta i nos.

Przez resztę dnia uważnie obserwuje dziecko. Mała krzyczy jak zwykle.

Gdy jej mąż wraca do domu z kliniki okulistycznej, o niczym mu nie wspomina. A on nic nie zauważa. Spostrzegawczość okulisty jest najwyraźniej ograniczona.

Jeszcze przez dłuższy czas nie ma odwagi kąpać dziecka.

 

Fragment drugi:

 Szarm asz-Szajch, grudzień 2009

Katrine Wraa znajdowała się na dnie nie tylko w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Była na dnie Morza Czerwonego. I na dnie swojej kariery.

Wolała skupić się na tym pierwszym i spróbować zapomnieć o wszystkim, co łączyło się z tym drugim.

Teraz pozostała jej jeszcze minuta i trzydzieści sekund tu, na dole, w tej feerii barw, zanim będzie musiała popłynąć w kierunku lustra wody i zaczerpnąć powietrza.

Chłonęła doznania. Nieustanne obgryzanie rafy koralowej przez papugoryby wywoływało wrażenie nieprzerwanego szumu. Koralowce kojarzyły się jej ze wszystkim: od mózgu po abstrakcyjne, współczesne dzieło sztuki. Obok niej przepłynął leniwie błazenek. Jego pucołowate ciałko w biało-pomarańczowe paski sprawiło, że zapragnęła wyciągnąć dłoń i go dotknąć.

Zbliżał się ten moment. Powoli zaczęła się wznosić, usiłując nieco wydłużyć tę chwilę.

Ku swojej wielkiej irytacji, do tej pory nie potrafiła jeszcze przezwyciężyć panicznego strachu, którego doświadczała, próbując podczas nurkowania z zestawem tlenowym zaczerpnąć pierwszego swobodnego oddechu pod wodą. Dlatego pływała z fajką i nurkowała bez butli, i dla odmiany stawała się w tym całkiem niezła. Przez cały czas usiłowała pobić swój własny rekord. Ostatni wynosił trzy minuty i pięć sekund.

Metr do lustra wody. Potrzeba zaczerpnięcia tchu jeszcze się nasiliła. Udało się! Skóra twarzy zetknęła się z powietrzem, a ona wciągnęła je do płuc.

Próbowała. Naprawdę próbowała.

A Ian, australijski nurek i jej chłopak zarazem, okazywał przy tym niepojętą cierpliwość. Jednak nadal nie potrafiła się przezwyciężyć. Ona, która wyobrażała sobie, że powinna rozwinąć swoją potrzebę eskapizmu, zostać instruktorem nurkowania i nigdy więcej nie wracać na tę akademicką arenę walki, którą zostawiła w Anglii!

Nabrała powietrza do kolejnego zanurzenia. Studiowała i ćwiczyła najlepsze techniki freedivingu, jednak wiedziała, że gdzieś umyka jej ten medytacyjny aspekt nurkowania.

To, żeby po prostu pobyć w wodzie między rybami i koralowcami.

Cieszyły ją doznania cielesne, gdy z siłą i gibkością wskoczyła z impetem w głębinę, dobrze rozpędzona dzięki dużym płetwom.

Wkrótce ponownie znalazła się na dnie.

 

*

Studia psychologiczne na Uniwersytecie Londyńskim, pomimo dość niewyraźnych ocen ze szkoły średniej w Danii. Doktorat z psychologii sądowej. Stanowisko asystenta i powołanie na zastępcę jednego z najbardziej szanowanych naukowców i konsultantów angielskiej policji, profesor Caroline Stone – kobiety, która poświęciła całe życie, żeby z profilowania kryminalnego uczynić cenioną i respektowaną dyscyplinę psychologii, która znalazłaby uznanie w policji i sądownictwie. Jednocześnie kobiety, z którą Katrine wdała się w ostry konflikt, a w konsekwencji wyjechała z Anglii na trzy miesiące, by móc się nad tym wszystkim zastanowić. Od tego czasu rozkoszowała się stanem nieważkości i swobodą w Morzu Czerwonym.

Wyzwalające i przerażające jednocześnie.

(…)

 

Sięgnęła po telefon (…).

Miała trzy wiadomości z numeru, który nic jej nie mówił. Oprócz tych dziesięciu spodziewanych od Caroline. Odsłuchała pierwszą, pochodzącą z nieznanego numeru.

„Dzień dobry, Katrine, tu Per Kragh, szef Wydziału Zabójstw kopenhaskiej policji”.

Nowo mianowany szef Wydziału Zabójstw kopenhaskiej policji zostawił jej wiadomości? W ciele Katrine pojawiło się nieokreślone napięcie.

Rok lub dwa lata temu poznała go na konferencji w Szwecji. Podszedł do niej i przedstawił się po tym, jak wygłosiła referat o kognitywnych technikach przesłuchań i teorii pamięci. Uznała go wtedy za człowieka akuratnego, dyplomatycznego i nowoczesnego. Był u progu czterdziestki. Jego nominacja trochę ją zaskoczyła, gdy przeczytała o niej kilka miesięcy temu w jednej z internetowych gazet, które codziennie przeglądała. Jak na szefa Wydziału Zabójstw, nieco za bardzo przypomina urzędnika, pomyślała wtedy. A teraz zostawił jej na sekretarce ni mniej, ni więcej, tylko trzy wiadomości. O co mu chodziło?

„Chciałbym z tobą o czymś pogadać. Proszę o szybki kontakt”. To nie była prośba, raczej stwierdzenie. Podał swój numer. „Dziękuję”.

Długo wpatrywała się w telefon. Bardzo długo.

Następnie odsłuchała jego drugą wiadomość. I kolejną, nagraną cztery dni temu.

„Tu ponownie Per Kragh”. Tym razem w jego głosie usłyszała opanowane napięcie. „Najwyraźniej trudno cię złapać. Mam nadzieję, że uda mi się porozmawiać z tobą przed Nowym Rokiem. W przeciwnym wypadku będę zmuszony poszukać innego kandydata”.

Innego kandydata? Czyżby to była oferta pracy od szefa Wydziału Zabójstw kopenhaskiej policji?

Cztery dni temu. Jej puls znacznie przyspieszył. Spojrzała na datę w telefonie: jutro nadchodził Nowy Rok.

Odsłuchała pierwszą wiadomość od Caroline: „Zadzwoń do mnie, jak już przestaniesz się bawić w nurka włóczęgę. Ale jeszcze przed Nowym Rokiem. Jeśli nie, wyznaczę Dianę, żeby się tym zajęła. Mam nadzieję, że wiesz, co to oznacza”.

Skasowała pozostałe wiadomości od Caroline, nawet ich nie odsłuchując.

I tak byłyby coraz gorsze.

 

 

 

About the author

Agnieszka Noglik

Leave a Comment