Fantastyka Fantasy Recenzje

Andrzej Ziemiański, „Pomnik cesarzowej Achai” tom I

Andrzej Ziemiański, "Pomnik cesarzowej Achai" tom I
Written by Agnieszka Noglik

Po ośmiu latach oczekiwania, ku uciesze fanów polskiej fantastyki, na półki księgarń trafiła niedawno kontynuacja bestsellerowej Achai Andrzeja Ziemiańskiego. Nie ukrywam, że dla mnie była to najbardziej wyczekiwana premiera tego roku. Dlaczego? Achaja zachwyciła mnie od pierwszej strony, a każdy tom był lepszy od poprzedniego. Chociaż faktycznie powinno się traktować pierwsze trzy książki jako jedną powieść. Jeśli tak, jest to jedna, genialna duża dawka polskiej fantastyki w najlepszym wydaniu. Po kontynuacji spodziewałam się wiele i mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że się nie zawiodłam. A teraz do rzeczy.

Już na pierwszej stronie poznajesz niesforną uczennicę szkoły czarowników – Kai. W trakcie odpracowywania kary dziewczyna natyka się na Mereditha. Pewnie uważny czytelnik przypomni sobie to imię od razu. Tak, mowa o czarowniku, który posiadł nieśmiertelność. Przynajmniej teoretycznie. Wszędzie gdzie pojawia się Wyklęty na ludzi spada nieszczęście – zaraza. Kai, dziewczę niesforne i na moje oko lekko nadpobudliwe, oczywiście robi to, na co nikt inny pewnie by się nie poważył pomny ostrzeżeń powtarzanych od pokoleń. Dotyka Mereditha, przywracając mu życie.

Wody przy Górach Bogów od strony północnej półkuli. Na statku podwodnym ORP „Dragon”, należącym do marynarki wojennej RP zaczyna wariować krokomierz. Cywilni inżynierowie starają się naprawić usterkę, co jednak nie polepsza sytuacji jednostki. Dowództwo jest w stanie określić jedynie przybliżone położenie statku. Wiemy, że znajduje się on w pobliżu nieprzebytych Gór Bogów. Nic więcej.

Wody przy Górach Bogów od strony południowej półkuli. Kai podróżuje w wyprawie wotywnej jako „zabezpieczenie”, jest przecież czarownicą. Może nie do końca wyszkoloną, niezbyt zdolną, ale jednak. W czasie rejsu spod wody wynurza się „potwór” – ogromne, metalowe, przerażające… no właśnie, co? Metal przecież nie może unosić się na wodzie, nie może i basta! Domyślacie się już pewnie, że metalowe cielsko należy do ORP „Dragon”. Tylko jak statek znalazł się po drugiej stronie Gór? W wyniku nieszczęśliwego przypadku i paniki, która wybucha na obu pływających jednostkach dochodzi do rzezi rdzennych mieszkańców południowej półkuli, a jedyną ocalałą jest właśnie nasza pseudo czarownica. Kai trafia na polski statek poniekąd jako jeniec. Jakby tego było mało, wyobraźcie sobie, że na statku podwodnym będącym w pełnym zanurzeniu, nie wiadomo skąd pojawia się pasażer na gapę. A jest nim oczywiście nasz pechowy Meredith, który dzięki szybkiej akcji reanimacyjnej, a później hospitalizacji w pokładowym lazarecie szybko dochodzi do siebie. Oczywiście zaraza nie omija załogi statku, okazuje się jednak, że tajemniczą śmiertelną chorobą jest grypa. Kai w międzyczasie zadomawia się na okręcie, uczy się języka i coraz lepiej dogaduje z marynarzami. Co wyniknie z tego zamieszania?

Od czasów, gdy Achaja została cesarzową Arkach minęło tysiąc lat. Cesarstwo jest ogromne, nie radzi sobie jednak z utrzymaniem swoich rozległych ziem. Do Doliny Sait zostaje wysłane imperialne wojsko, które pomimo upływu czasu nadal składa się z samych kobiet. Na żołnierzy polują potwory i delikatnie powiedziawszy zaczynają powoli wyrzynać dziewczyny.

Niesforna czarownica, wojsko kobiet i okręt podwodny RP w jednej powieści? Jak najbardziej. Choć przyznam szczerze, że pierwszy moment, w którym ORP „Dragon” pojawia się na półkuli południowej był dla mnie zaskoczeniem niekoniecznie miłym. Dlaczego? Pierwsze co pomyślałam to, że tym razem Ziemiański przesadził. Przecież to może prowadzić tylko do jednego – absurdalnego połączenia świata, który znam z poprzednich książek, ze światem współczesnym i, o zgrozo, chodzi o Polskę. Jak można coś takiego zrobić, jak w ogóle można zestawić świat fantastyczny, świat Achai, Viriona i Biafry z marynarką wojenną! Wydawało mi się, że to nie może się udać. O jakże omylny jest czytelnik 😉 Nie dość, że połączenie tak różnych światów daje nam możliwości odkrycia różnic i podobieństw, pozwala także uzmysłowić sobie, że z połączenia na pozór niepodobnych do siebie rzeczywistości może powstać coś nowego. Mistrzostwo Ziemiańskiego w kreowaniu nowych światów jest dla mnie kolejnym argumentem na to, że należy on do najlepszych polskich pisarzy fantasy.

Co do samej książki – zdecydowanie mniej wulgaryzmów i wyuzdanej erotyki, więcej militariów i podstaw taktycznych niż w poprzednich. I chociaż, jak już wspominałam, Andrzej Ziemiański tworzy coś nowego, prawda jest taka, że Pomnik cesarzowej Achai to kolejna powieść, w której styl autora i jego poprzednie dokonania kształtują całość. Czyta się świetnie, wątki fabuły są tak zaskakujące, że nie sposób się oderwać, chcesz wiedzieć co dalej, co on jeszcze wymyślił, co znowu? I choć w pierwszym momencie może się wydawać, że książka przez połączenie światów stanie się niespójna, jest wprost przeciwnie. Świetny kawałek lektury, pozostawiający ogromny niedosyt. Jedyne co mogę napisać na koniec to: ja chcę więcej!

 

About the author

Agnieszka Noglik

Leave a Comment