Wieści

Andrzej Ziemiański, „Achaja” tom III

Written by Agnieszka Noglik

Andrzej Ziemiański, "Achaja" tom III

Andrzej Ziemiański, Achaja – tom III,  [Fabryka Słów], Lublin 2012

Kup Achaję już teraz w Centrum Taniej Książki.

Po dziewięciu miesiącach oczekiwania, oto jest. Drugie wydanie Achai Andrzeja Ziemiańskiego, trzeci tom, trafi już jutro na półki księgarń.

Czytałeś dwa pierwsze tomy? Uważasz, że wiesz czego się spodziewać? O błogosławiona naiwności. Mnie też wydawało się, że dalsze losy Achai, Biafry czy Oriona są proste do przewidzenia. O jakże się myliłam… Ale po kolei. Zacznijmy od początku.

Sirius, Zaan i  pałacowy matematyk nadal knują na potęgę. Achaja, która teraz jest nieco hmmm… inna niż normalny człowiek, przybywa wraz z Shhą do zabitej dechami wsi, w której dorastała jej przyjaciółka. W ich otoczeniu nie brakuje niezawodnego, wiecznie naćpanego i obrzyganego Biafry. Genialny, mimo wszystko, facet. To trzeba mu przyznać. Do tego diabelnie przystojny, chociaż zasadniczo gnojek. Takie życie.

Achaja i Biafra wypowiadają wojnę. Tylko nie bardzo wiadomo tak naprawdę komu, czy czemu tę wojnę wypowiadają. Ruszyć na potężne Luan? Samobójstwo. Walczyć o zniesienie niewolnictwa? Powód dobry do kronik, ale chłopi tego nie kupią. Jest jednak coś, czego żaden z mieszkańców ówczesnego świata znieść nie może. Tak, dokładnie, to to o czym myślisz… Zakon. Tajemniczy, okryty złą sławą, wzbudzający lęk. Czy trzeba szukać lepszego przeciwnika, lepszego powodu do wojny, tym bardziej mając świadomość poparcia rzeszy ludzi? No właśnie. Powód jest. Teraz trzeba to wszystko zorganizować, pozyskać sojuszników, ogarnąć wojsko i … do boju!

Pierwszy raz w historii tamtego świata, wojsko zaczyna być zorganizowane. I nie chodzi tu wyłącznie o zaopatrzenie jako takie. Szpitale polowe, garkuchnie z ciepłą strawą, ludzie zachęcający żołnierzy do walki, wsparcie z ojczyzny, czy w końcu czysta odzież i gotowanie wody – to wszystko sprawia, że armie odnotowują zdecydowanie mniejsze straty w ludziach. Zaan, początkowo nieświadomie, zaczyna zmieniać rzeczywistość. Prze ku lepszemu, ku przyszłości, ku postępowi. Zastosowanie karabinów? Proszę bardzo. Armaty? Żaden problem. Broń o wiele groźniejsza niż miecze czy noże, o dużym rażeniu, siejąca spustoszenie w szeregach wroga. W tym kierunku idzie rozwój militarny Troy i Arkach. Pytanie, jak to wszystko się skończy.

Trzecia część Achai zaskakuje, dla mnie przede wszystkim pod względem tematyki. Dlaczego? Już tłumaczę. Według tej książki można spokojnie nauczyć się strategii prowadzenia wojny, w zależności od miejsca, w którym przyjdzie nam walczyć, ekwipunku, jaki mamy do dyspozycji i tym podobnych szczegółów. To naprawdę majstersztyk, tak powinno opisywać się taktykę. Dla mnie, totalnego laika w zakresie militariów, właśnie to dodawało lekturze dodatkowego smaczku. W takich okolicznościach przyrody nie może oczywiście zabraknąć gęsto ścielącego się trupa, krwi, wypruwania flaków i zarzynania niewinnych. Takie prawidła wojny.

Kolejna sprawa, która mnie zaskoczyła. Po przeczytaniu trzeciego tomu diametralnie zmieniło się moje postrzeganie Achai. O ile poprzednio miałam przed oczami obraz ofiary, która po traumatycznych przeżyciach radzi sobie z przeciwnościami w sposób godny prawdziwego bohatera, o tyle w tej chwili obraz ten zamazywany jest przez wizję okrutnej wojowniczki. Trzeci tom odziera ze złudzeń. Achaja – księżniczka, kurwa, żołnierz, alkoholiczka. Nie zna litości, jest mściwa, zła, zdeprawowana i najprawdopodobniej chora psychicznie. Na pewno istotny wpływ na jej osobowość wywarły wcześniejsze przeżycia, teraz jednak wydaje się, że ta kobieta nie ma nerwów, uczuć ani serca. Z człowieczeństwa zostało niewiele… Chociaż nie do końca. Potrafi kochać, to fakt. A że na obiekt westchnień wybrała Biafrę, którego sama nazywa kłamcą, bajerantem, mimozą, tchórzem czy w końcu po żołniersku – skurwielem? Miłość nie wybiera, a czy pisane im będzie wspólne szczęście, tego Wam nie zdradzę.

Jeśli chodzi o styl, nie mam do powiedzenia w zasadzie nic ponad to, o czym pisałam w recenzji poprzedniego tomu. Język wulgarny, ale to już kwestia przyzwyczajenia. Akcja porywa, fabuła wciąga, a po skończonej lekturze wypluwa czytelnika, który nie jest w stanie określić co działo się z nim przez te niemal 250 stron. Towarzyszące mi w czasie czytania wahania nastroju są trudne do określenia. A może raczej nie chcę ich określać, bo wyda Wam się, że zwariowałam.

Czekam niecierpliwie na to, co będzie dalej. I polecam, polecam, POLECAM!

 

 

About the author

Agnieszka Noglik

Leave a Comment