Czytelnia

Powieść Sharon Osbourne – fragment

Written by Jan Oko
Sharon Osbourne, "Zemsta"

Sharon Osbourne, "Zemsta"

Podobnie jak wczoraj, dzięki uprzejmości wydawnictwa Telbit prezentujemy fragment kolejnej ciekawie zapowiadającej się książki.

Sharon Osbourne, żona legendarnego Ozzy’ego – rockmana i autora bestsellerowej autobiografii także napisała książkę. Mowa o „Zemście”, która kilka dni temu trafiła do księgarń w całej Polsce.

„Zemsta” to współczesna opowieść o złudnej magii Hollywood, z uniwersalnym motywem sióstr-rywalek osadzonym w realiach brutalnego amerykańskiego show-biznesu. Warto zaznaczyć, że autorka pisała książkę na podstawie swoich wieloletnich, osobistych doświadczeń. Sharon Osbourne zdecydowanie nie skąpiła barwnych i pikantnych opisów.

Głównymi bohaterkami „Zemsty” są siostry – Chelsea i Amber Stone. Mają to wszystko, czego potrzebuje przyszła gwiazda Hollywood – urodę, talent, pasję… i matkę, która zrobi wszystko, by choć jedna z córek spełniła jej własne, porzucone niegdyś marzenie o sławie. Wkrótce obie trafiają do show-biznesu i poznają jego bezwzględne reguły, które jedną wynoszą na sam szczyt, a drugą na długie lata strącają do piekła używek i samotności. Jednak w świecie pełnym blichtru i luksusu nic nie jest dane raz na zawsze – role szybko się odwracają, blask reflektorów odsłania skandale i tajemnice, a seks i wpływy bywają cenniejsze niż statuetka Oscara.

„Zemsta” zbiera świetne recenzje za granicą:

„Zemsta” jest słodką, poruszającą i bezwstydną przyjemnością. Kiedy przerzucisz kilka stron, to dostrzeżesz, że wiele cię ominęło. Jeżeli jedziesz na wakacje, weź tę książkę koniecznie ze sobą.

Julian Clary, Guardian.co.uk

Debiutancka powieść Sharon Osbourne to rozkosznie mściwa opowieść o sławie i wbijaniu noża w plecy.

Yvonne Hogan, Independent.ie

 

Sharon Osbourne (ur. 1952) jest brytyjską autorką, żoną rockmana Ozzy’ego Osbourne’a, z którym ma troje dzieci: Aimee, Kelly i Jacka. Jej ojcem był Don Arden, wpływowy menadżer muzyczny, znany ze swoich brutalnych metod prowadzenia interesów i bezwzględności zarówno wobec najbliższych, jak i podopiecznych.

Po rozstaniu Ozzy’ego z zespołem Black Sabbath, którym opiekował się Arden, Sharon przejęła interesy wokalisty i do dziś jest menedżerką męża. Razem z dwojgiem młodszych dzieci wzięli udział w wyprodukowanym przez MTV reality show „Rodzina Osbourne’ów”. Sharon jest też m.in. jurorką w amerykańskiej edycji popularnego show „Mam talent!”.

„Zemsta” – Sharon Osbourne
przekład: Patrycja Zarawska
Format: 144×208 mm
Liczba stron: 400
Oprawa: Miękka
ISBN: 978-83-62252-46-6
Wydawnictwo TELBIT 2011

Książka do kupienia, oczywiście taniej niż w normalnych księgarniach, w internecie 🙂

Sharon Osbourne

Zemsta

fragmenty w przekładzie Patrycji Zarawskiej

Amber, zanim wymierzyła siostrze policzek, na moment przymknęła oczy. Wiedziała, że sprawi jej to o wiele większą radość, niż powinno.

No, dawaj, Amber – rzuciła Chelsea, podchodząc do niej. – Mów, co masz mi do powiedzenia, i dajmy sobie z tym spokój.

Stanęły naprzeciw siebie: siostry Stone, dwie z najsłynniejszych kobiet na tej planecie, podziwiane ze względu na ich talenty i urodę, a jednak tak różne od siebie.

Chelsea: oszałamiająca, zmysłowa, o gęstych, czarnych, falujących włosach, kremowej skórze i tych niezwykłych, ciemnoniebieskich oczach okolonych gęstymi, czarnymi rzęsami. Była klasyczną pięknością, niczym hollywoodzka gwiazda starej szkoły, bodaj najbardziej utalentowana aktorka swego pokolenia. Ale talent ten nie przypadł jej bez problemów. W wieku dwudziestu jeden lat Chelsea miała za sobą więcej doświadczeń niż większość ludzi zdąży zgromadzić w całym długim życiu.

I jej młodsza siostra Amber, znana powszechnie jako Pieszczotka Ameryki, mimo że pochodziła z Weybridge w angielskim hrabstwie Surrey. Śliczna twarz w kształcie serca, oczy zielone jak u matki i bursztynowe włosy – jednym z wielu łutów szczęścia, jakie trafiły jej się w życiu, było imię pasujące do ich koloru1. Amber swego czasu była największą gwiazdą popu. Teraz znano ją jako najpopularniejszą gwiazdę filmową na świecie. W swoim dorobku posiadała trzy platynowe płyty i łańcuszek hitowych filmów, chłopcy się w niej kochali, a dziewczyny chciały być takie jak ona. Miała głos jak aksamit. Miękki, czysty, niewinny, kruchy, lecz z głębi tchnący zmysłowością.

Jednak, jak to mówią, trzeba ostrożnie wypowiadać życzenia.

Przez całe życie siostry Stone pędziły za swoim marzeniem. I okazało się, że na szczycie jest miejsce tylko dla jednej z nich…

Czy w ogóle wiesz, kim jesteś, Amber? – zapytała dociekliwie Chelsea. – To znaczy: czy masz jakieś pieprzone blade pojęcie? Nie jesteś nawet prawdziwą osobą. Jesteś… – strzepnęła w jej stronę palcami, jakby się pozbywała natręta – jesteś sztucznym tworem. Podróbką. Ten twój uśmiech i skinienia głową w wywiadach, jakbyś miała wypisane: „Na sprzedaż”… jesteś taka pusta.

Nie znasz mnie – odpowiedziała Amber. W jej oczach wzbierały łzy. – Wynoś się z mojego życia.

Nie znam cię? – przedrzeźniała ją Chelsea. – Jaki jest twój ulubiony film? Ulubiona potrawa? Piosenka? Kolor? Nie masz pieprzonego bladego pojęcia, kim jesteś! Słodsza od słodziutkiego gówna, które na sobie nosisz. Mogłabyś nabrać każdego, ale nie mnie. Już kiedy byłyśmy dziećmi, mama mówiła ci, co masz mówić i robić. Brakuje ci kręgosłupa, z tą ładniutką fałszywą osobowością, którą stworzyła dla ciebie!

Nieprawda! – Amber zgrzytnęła zębami. Nikt jej tak naprawdę nie zna, a już najmniej Chelsea.

Prawda, Amber. Jesteś marionetką mamy. Projektuje ci ubrania, wymyśla uczesanie, makijaż, mówi, z kim się masz umawiać… Wybiera nawet dla ciebie filmy. Czego chce Amber? Kim ty, u diabła, jesteś?

Amber gotowała się w środku. Nie mogła tego dłużej znieść. Trzasnęła siostrę w policzek tak mocno, że w szyi Chelsea coś kliknęło, gdy głowa odskoczyła jej na bok.

Teraz wiesz, kim jestem – powiedziała, otwierając oczy. Na jej ustach z wolna pojawił się uśmiech. Boże, jakie to miłe uczucie zmieść z twarzy tej dziwki pełen zadowolenia, sarkastyczny uśmieszek.

Chelsea złapała się za poczerwieniały policzek.

Pieprz się! – warknęła.

Nie – odrzekła Amber. – To ty się pieprz, zazdrosna zdziro. Próbujesz zniszczyć mi życie.

Znajdowały się sam na sam w rozległym marmurowym holu posiadłości w Beverly Hills. Na zewnątrz właśnie zaczęło zachodzić słońce. Niebo było pokryte smugami szkarłatu, palmy chwiały się w podmuchach ciepłego wiatru Santa Ana.

Nie próbuję zniszczyć ci życia – powiedziała miękko Chelsea. – Jesteśmy siostrami. Wiesz, że nigdy bym tego nie zrobiła. Kocham cię, Amber.

W ulotnej chwili przez myśl Amber przemknęło wspomnienie dawnych dni. Trudno uwierzyć, że kiedyś były sobie tak bliskie, jak tylko mogą być siostry. Przypomniała sobie czasy, gdy jako małe dziewczynki w idealnym domu w Weybridge czekały, aż mama i tato położą się spać, po czym na zmianę wślizgiwały się do swoich pokoi, żeby spędzić noc razem – na rozmowach, chichotach i słodkim śpiewaniu piosenek, marząc o tym, jak to będzie, kiedy jako dorosłe sławne gwiazdy filmowe zamieszkają w Hollywood.

No i marzenie się spełniło. Są tu obydwie. Ale co zaszło między nimi? Skoro wszystko powinno być w porządku, to dlaczego sprawy przybrały zły obrót? Czy dla sióstr Stone nie ma już odwrotu?

Amber głęboko zaczerpnęła powietrza i spojrzała na Chelsea. Pomyślała o wszystkich strasznych i cudownych rzeczach, przez które przeszły razem, i o tym, gdzie się znalazły dziś.

Wal się – rzuciła i ruszyła w stronę podjazdu.

***

Londyn, rok 1976

Udało się. Wreszcie się tu znalazła.

– Zostanę gwiazdą – szepnęła do siebie Margaret Michaels, gapiąc się na neony błyszczące nad Piccadilly Circus. – Zostanę. I nic mnie nie powstrzyma.

Drżąc w chłodzie wrześniowego wieczoru, usłyszała, jak w jej wymowę wkradają się płaskie samogłoski północnego akcentu, i się skrzywiła. Mimo że miała dopiero szesnaście lat, Margaret od roku brała lekcje dykcji w nadziei, że osiągnie takie brzmienie jak u jej idolki Julie Christie. I oto była w Londynie, sama, gotowa urzeczywistnić swoje marzenie.

Ponieważ od urodzenia nie chciała być nikim innym. Tylko gwiazdą.

W wieku dwunastu lat Margaret poinformowała mamę i tatę, że odtąd mają do niej mówić: „Maggie”, inaczej nie będzie odpowiadać. Gdy miała trzynaście lat, zaczęła oszczędzać kieszonkowe. Jako czternastolatka znalazła sobie pracę w Toni’s, u drogiego fryzjera niedaleko małego szeregowego domu rodziców, stojącego w ziejącej nudą bocznej uliczce w Sheffield2. Do salonu szło się zaledwie dziesięć minut, ale było to jak wstępowanie do innego świata. Świata magicznego, odległego od rdzewiejących stalowych konstrukcji, zmęczonych ludzi, strajków i kryzysu. Był to lśniący świat szczupłych, supermodnych dziewczyn wyglądających jak Glenda Jackson, cudownych zapachów, lakieru do włosów, perfum i obietnicy blasku, przepychu, ucieczki. (…)

Czy będą zdruzgotani, zdenerwowani, zagniewani? Skuliła się na myśl o gniewie ojca, o wadze tego, co zrobiła… Ale nie. Przyjechała tu z konkretnego powodu i wie, że za nic nie mogłaby wrócić do Sheffield, nie teraz.

Na Piccadilly Circus było już prawie ciemno. Neony wydawały się jeszcze bardziej jaskrawe. Maggie owinęła się swoim płowym płaszczykiem i skierowała do stacji metra, zastanawiając się, czy zgubi się w pociągach powrotnych na Victorię, tak jak się jej to zdarzyło w drodze w tę stronę. Rzuciła ostatnie spojrzenie na plac, schodząc wąskimi stopniami w głąb stacji. Przez barierki balustrady jej wzrok błądził od jednego neonu do drugiego, od jasnoczerwonej potężnej reklamy Coca-Coli do lśniąco żółtego banneru piwa SKOL i logo producenta kosmetyków Max Factor. Światła na Piccadilly były hipnotyzujące, a atmosfera – upajająca. Maggie wiedziała, że musi tutaj zostać. Nic jej nie powstrzyma.

 

***

 

Rok 1992

Margaret znała Simona Moore’a, był zdecydowanie wschodzącą sławą. Pracował przy Grange Hill3 i kilku innych operach mydlanych dla nastolatków. Teraz ruszył z nową tego rodzaju produkcją zatytułowaną Dziewięć żywotów Roxy, o dziewczynie, która przeprowadza się i zaczyna naukę w nowej szkole. Miało to być wciągające jak Grange Hill, pełne dramatyzmu, ale niepozbawione urokliwego blasku. Wszyscy ekscytowali się tym pomysłem; Simon miał znakomitą reputację, jeśli chodzi o wyszukiwanie talentów, i Margaret z determinacją orzekła, że Amber nie może przegapić okazji. Sama też wstała, zostawiając na krześle jedynie Chelsea, z nudów gryzącą włosy i wyglądającą przez okno.

Jestem Margaret Stone – odezwała się, wymieniając krótki uścisk dłoni z Simonem. Wręczyła mu portfolio pełne pokazowych zdjęć, za które zapłaciła fotografowi, oraz plik wycinków z lokalnych gazet. „Amber – klejnot przedstawienia jasełkowego” – głosił jeden z nagłówków.

Wspaniałe zdjęcia, pani Stone – pochwalił Simon, przerzucając studyjne fotki z Amber. – Wow. Bardzo profesjonalne.

Zamówił je mój mąż – poinformowała Margaret i dodała ostrożnie: – George ma wielu klientów z branży, wie, jakie to ważne.

George? – Simon wyglądał na niezbyt zainteresowanego, ale nagle powiedział powoli: – A, George Stone… To pani… mąż?

Tak – odrzekła Margaret, starając się nie dać poznać po sobie zadowolenia. Wiedziała, że to nazwisko otwiera drzwi. Po czternastu latach małżeństwa z George’em jego reputacja nigdy nie była lepsza. – Zna go pan?

Simon Moore skinął głową.

Racja – rzekł. – Słyszałem o nim, oczywiście. I… tak, spotkałem go raz na przyjęciu.

Uśmiechnął się i posłał Margaret badawcze spojrzenie. Nie wiedziała, jak zareagować, więc wypchnęła do przodu córkę, na chwilę tracąc głowę. – A więc to jest Amber.

Gotowa pokazać, na co cię stać, Amber? – zapytał z uśmiechem Simon.

– Oczywiście. – Dziewczynka podała mu rękę, bardzo profesjonalnie, po dorosłemu, po czym razem weszli do sali przesłuchań.

 

***

 

Simon patrzył, jak odchodzi. Musiał podziwiać jej brawurę, ale było mu bardzo smutno. Zawsze uważał, że Chelsea to fajter. Może jednak mimo wszystko mylił się co do niej.

Wrócił do opustoszałego już niemal studia. Pomyślał o tamtym pierwszym spotkaniu podczas przesłuchania ponad pięć lat temu. Był ciekaw, jak do tego wszystkiego podchodzili jej rodzice. Zawsze czuł, że Margaret Stone nigdy mu nie wybaczyła tego, że obsadził w tej roli Chelsea, a nie Amber. Jeśli chodzi o George’a Stone’a, to Simon lubił tego człowieka, szanował go ogromnie, nie tylko dlatego, że ten najwyraźniej uwielbiał starszą córkę i prawdziwą radością było patrzeć na nich dwoje – na ich wspólne żarty, światło pojawiające się w pustych zazwyczaj oczach ojca. Jednak podobnie jak większość londyńskich mediów znał mały sekret George’a. Czy jego żona o tym wie? Zastanawiał się nad tym leniwie. Był pewien, że tabloidy znają prawdę, ale George miał niewiarygodnie silną pozycję, niemal nie do ruszenia. Nie umiał powstrzymać pojawiających się w „Sun” zdjęć córki przewracającej się w obcisłym, naszywanym cekinami, skąpym topie, ale w jakiś sposób udawało mu się ukryć ten drobny fakt, że tatuś Toxic Roxy regularnie wynajmuje sobie chłopców.

Zmarszczył brwi. To wszystko zdawało się nie pasować do siebie. George był takim miłym facetem, a jego córka wybijała się na gwiazdę. Co za talent! I marnuje się – to go denerwowało najbardziej. Pomyślał, że mając taką matkę, Chelsea mogłaby zajść dalej… Pomyślał o Margaret i zmarszczył brwi. Prawda była taka, że pani Stone zawsze miała obsesję na punkcie młodszej córki, tej spokojnej – Amber. (…)

Pokręcił głową. Byłoby zabawnie, gdyby mała Amber ostatecznie mimo wszystko zdobyła wielką sławę…

 

***

 

W dzieciństwie Chelsea chciała pojechać do LA. Zawsze uwielbiała filmy, historyjki, które tato opowiadał jej o Hollywood, gwiazdy, pięknych ludzi, blask słońca, palmy, Romanoff’s, Sunset i Vine4

Ale Los Angeles w 2007 roku nie było tym samym miastem co w 1938, jak się zorientowała. Był to świat ścigających się szczurów, w którym ludzie uśmiechali się do ciebie, wbijając ci nóż w plecy, gdzie co dzień ścierano w proch marzenia, a ładne dziewczyny przybywające z małych amerykańskich miasteczek w nadziei na zdobycie gwiazdorskiej sławy kończyły w bocznych uliczkach Sunset Boulevard, robiąc laskę klientom za dziesięć dolców.

Właściwie to całe LA, rozmyślała, samo jest jak ładna dziewczyna ukrywająca swojego trypra. Ale ona, Chelsea, już wdepnęła. I nie pozwoli dorwać się chorobie.

Była zdeterminowana, by wyciągnąć z tego pobytu, co się da.

Dwa dni po jej przyjeździe Amber i Leo odlecieli do Kanady. Mieli tam zostać trzy miesiące. Chelsea pomachała im na do widzenia i uświadomiła sobie, że poczuła wielką ulgę. Z siostrą czuła się niezręcznie, choć ta bardzo się starała, obie się starały. Czegoś brakowało i Chelsea nie wiedziała, czy kiedykolwiek uda się to naprawić. Ich matka była już w Kanadzie, kiedy Chelsea przyleciała do Ameryki, zatem z nią też przez jakiś czas nie będzie się widzieć. Margaret pojechała wcześniej, żeby się zainstalować w hotelu i zapoznać z zespołem – niby w ramach obowiązków menedżera Amber, ale Chelsea zastanawiała się, czy matka nie mogła poczekać dwa dni z wyjazdem, żeby zobaczyć się ze starszą córką. Była w zeszłym roku w Wielkiej Brytanii i wtedy się spotkały. Margaret odnosiła się do niej znacznie milej, odkąd dostała nagrodę BAFTA, Nagrodę Laurence’a Oliviera i była ogólnie uznawana za najbardziej popularną i najbardziej cenioną młodą aktorkę w kraju. (…)

Biuro Leo wciąż nie wyrażało się jasno na temat terminu jej przesłuchania. To tylko dodatkowo ją drażniło. Kilka dni spędzonych w LA wystarczyło, by przekonać Chelsea o rozmiarze tego, czego musi dokonać. Szybko też zdała sobie sprawę z tego, dlaczego Leo patrzył na nią w ten sposób: musi zrzucić kilogramy, i to migiem. W Londynie nie myślała o tym, że jest gruba; w LA okazało się, że jest dziwaczką.

Wciąż uważała, że Leo to kawał fiuta, ale, nie wiedzieć czemu, i tak go polubiła. Widziała błysk humoru w jego oczach, a to wystarczało, by sądzić, że mogłaby się z kimś takim dogadać. (…)

Miała zamiar zrzucić nadwagę, sprawić, żeby ten pieprzony idiota Leo Russell jadł jej z ręki, a ona by się tym cieszyła. Nikt jej nie powstrzyma! Tak więc zabrała się do pracy. Nakreśliła sobie plan – najbardziej dla niej efektywny, ale też najbardziej bezwzględny.

Codziennie rano pływała w basenie Amber. Wieczorem zabierała jej dwa psy na przebieżkę po plaży. Nie wychodziła z domu za dnia – słońce zaraz by ją spaliło, chciała ochronić przed tym swoją jasną skórę.

I przestała jeść. Nie całkowicie, tylko zauważyła, że w kalifornijskim upale nie jest głodna. Skończyła z makaronami i curry, które kiedyś pochłaniała po każdym występie na scenie albo zdjęciach telewizyjnych (zresztą Bóg jeden wie, gdzie w LA mogłaby znaleźć takie potrawy), a przerzuciła się na świeże owoce i sałatki, rybę z rusztu, orzechy. Obsesyjnie zaczęła dbać o figurę – używała należących do Amber drogich balsamów do ciała i olejków, hojnie wklepywała w siebie kosmetyki La Prairie i Crème de la Mer.

I rzeczywiście waga powoli spadała.

Przymierzała też ubrania Amber, zdziwiona, że niektóre z nich pasują na nią już po kilku tygodniach. Ile razy poczuła głód, myślała o twarzy Leo, o jego sardonicznym, ugrzecznionym głosie. Wiedziała, że sobie pogrywał. I ten wyraz jego oczu – co to, u diabła, było? Pożądanie? Niemożliwe; jeśli jest tak dobry, jak mówiono, była dla niego za gruba. Przynajmniej do filmów. Co za pieprzony hipokryta, myślała i podwajała wysiłki.

A poza tym znalazła przyjaciółkę. Równą Brytyjkę o imieniu Jen, którą spotkała na plaży pewnego popołudnia. Jen była makijażystką, pracowała jako wolny strzelec w różnych wytwórniach i robiła gwiazdom make-upy na uroczystości rozdania nagród. Sama nosiła się skromnie, niesamowicie opanowana, i Chelsea lubiła ją za to – Jen była bardzo ambitna, ale niełatwo jej było zaimponować. Nie dała po sobie poznać, że wie, kim jest Chelsea, i że jej siostra to jedna z najsławniejszych osób na ziemi. (…)

Przez pierwsze dwa miesiące była w Kalifornii samotna, jeśli nie liczyć Rosity i Jen, ale odpowiadało jej to. Spodobały jej się przebywanie na świeżym powietrzu, ciepło, zdrowy tryb życia. Razem z Jen jeździła na rolkach po promenadzie w Santa Monica i Jen opowiadała jej, kto jest na wozie, a kto pod wozem, kto potrzebuje grubego makijażu, żeby zakryć trądzik, kto kogo pieprzy. To sprawiało, że Chelsea nie czuła się zupełnie wyobcowana w tym mieście. Jen była dobrym kompanem – miała dużo wolnego czasu, pilnowała swojego biznesu, mogła się pochwalić porządną pracą i własnym życiem. Nie była jedną z tych szukających okazji wielbicielek, przy których stale trzeba się pilnować. Chelsea nie potrzebowała przyjaciółki od serca; uważała, że lepiej nie polegać na nikim w aż takim stopniu. Miło było jednak wiedzieć, że Jen jest pod ręką.

Co wieczór siadywała na balkonie Amber z jedyną w ciągu dnia przyjemnością dla podniebienia – lampką schłodzonego wina cakebread z Napa Valley – i spoglądała na ocean, na ludzi biegających po plaży, spacerujących z psami, surferów i fale z hukiem rozbijające się o brzeg w oddali, na zachody słońca tonące w świetlistych barwach: koralowych, różowych, bursztynowych. Naprawdę nie myślała o Amber.

Jej myśli obracały się wokół… „Wszystko to mogłoby być moje. I powinno być moje. I będzie moje…”

1 Amber – ang. bursztyn (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).

2 Sheffield – piąte co do wielkości miasto w Anglii, położone na północy kraju, dawniej silnie uprzemysłowione (ośrodek hutnictwa i metalurgii), a pod koniec lat 70. XX wieku przeżywające regres.

3 Grange Hill – serial telewizyjny dla nastolatków realizowany i emitowany przez BBC w latach 1978-2008.

4 Romanoff’s – nieistniejący już klub nocny, w którym niegdyś bawiły się takie hollywoodzkie sławy, jak: Howard Hughes, Ginger Rogers, Charlie Chaplin czy Clark Gable.

Vine Street – ulica krzyżująca się z Bulwarem Hollywoodzkim. Ich skrzyżowanie uważane było niegdyś za serce Hollywood.

About the author

Jan Oko

Antykwariusz i bukinista. Zakochany w książkach.

Leave a Comment