Czytelnia

„Tajemnica Ołtarza Gandawskiego” – fragment

Written by Jan Oko
Karl Hammer, "Tajemnica Ołtarza Gandawskiego"

Karl Hammer, "Tajemnica Ołtarza Gandawskiego"

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Telbit prezentujemy fragment świeżutkiej książki.

„Tajemnica Ołtarza Gandawskiego” autorstwa Karla Hammera to prawdziwa gratka dla miłośników historii, malarstwa i niewyjaśnionych zagadek. Książka oparta jest na rozmowach z byłym agentem służb wywiadowczych, którego pasja do historii sztuki naprowadziła na trop wielkiej tajemnicy współczesnego świata.

Karl Hammer jako dziennikarz śledczy postanowił zgłębić tajemnicę kradzieży dwóch tablic z XV-wiecznego poliptyku pędzla Huberta i Jana van Eycków, która miała miejsce w katedrze gandawskiej w 1934 r. Jedną z tablic zwrócono niedługo po rabunku. Drugiej, znanej pod nazwą Sędziowie Sprawiedliwi, nigdy nie odnaleziono.

Książka powstała na podstawie wywiadu przeprowadzonego przez autora z autentyczną postacią, Tomem R. – historykiem sztuki, który w młodości pomagał CIA i MI5 w śledztwie związanym z nazistowską grabieżą dzieł sztuki. Żaden poszukiwacz prawd dziejowych, zagubionych gdzieś w potokach dezinformacji, nie przejdzie obojętnie wobec takich spraw, jak m.in. obsesyjne zainteresowanie Himmlera okultyzmem, judaistyczny mistycyzm, inne spojrzenie na osobę i misję Jezusa, poszukiwania arma Christi, kontrowersyjna prawda o herezji katarów i skarbach templariuszy czy wreszcie wciąż intrygująca tajemnica Rennes-le-Château, pokazana z zupełnie innej strony.

Autor ucieka od taniej sensacji i stara się przytaczać fakty i wnioski poparte skrupulatnym śledztwem, dogłębnymi badaniami z obszaru religii i historii oraz fascynującą, fachową analizą arcydzieła malarstwa niderlandzkiego.

…książka o niezwykłej mocy. Spowodowała zamęt w moich myślach, choć znałam temat od podszewki (lub tak mi się wydawało).

Lynn Picknett, autorka „The Templar Revelation”

Karl Hammer jest holenderskim dziennikarzem śledczym, pisarzem i fotografem. Po zakończeniu kariery prezentera radiowego i telewizyjnego poświęcił się pracy charytatywnej; jest założycielem wielu międzynarodowych organizacji tego typu. Oprócz Tajemnicy Ołtarza Gandawskiego – wydanej po raz pierwszy w Holandii w 2006 r. pod tytułem Satans lied (Pieśń szatana) – napisał książkę De tranen van de wolf (Łzy wilka), dotyczącą poszukiwań złota ukrytego przez nazistów.

„Tajemnica Ołtarza Gandawskiego” – Karl Hammer
przekład z angielskiego: Dariusz Kopociński
Format: 130×200 mm
Liczba stron: 416
Oprawa: Miękka
ISBN: 978-83-62252-51-0
Wydawnictwo TELBIT 2011

Książkę można kupić z rabatem w księgarni internetowej!

Karl Hammer

Tajemnica Ołtarza Gandawskiego

Fragmenty w przekładzie Dariusza Kopocińskiego

Jest godzina 4:14 nad ranem. Gdzieś przeczytałem, że właśnie o tej porze umiera najwięcej ludzi starych i ciężko chorych. Nie mam pojęcia, ile w tym prawdy. Wpatruję się w stos zapisków, które muszę przejrzeć po raz ostatni, zanim ktoś je zabierze, żeby po mojej śmierci na ich podstawie napisać książkę. (…)

Przeczytacie tu rzeczy, które wydadzą się wam absurdalne, wyolbrzymione, frapujące, a czasem nawet przerażające. Będzie to opowieść o skarbie nad skarbami: bogactwach materialnych i niematerialnych, niedających się opisać słowami. O skarbie, którego poszukiwałem i za który niejeden odda życie, a nawet posunie się do morderstwa. Z myślą o nim potężne osobistości, posługujące się tajną siecią swoich wpływów, zwodzą szarych obywateli i manipulują demokratycznie wybranymi przywódcami. (…)

Moce tego świata, działające z ukrycia, wiedzą, że najlepszym antidotum na moją opowieść jest milczenie, dyskredytacja i szerzenie fałszywych informacji. Sam przez lata uciekałem się do takich metod w ich imieniu. Czy uwierzycie mi, czy nie, to już należy do was. Zrobiłem, co uważałem za słuszne.

Tom R.

***

Kilka miesięcy po „rozmowie kwalifikacyjnej” van ‘t Sant poprosił mnie, żebym pomógł holenderskim uchodźcom, którzy nadal przybywali do Londynu, zadomowić się w mieście. Wprawdzie pełniłem tylko funkcję opiekuna (z pewnością nie był to szczyt moich ambicji), lecz najważniejsze, że miałem zajęcie.

Równocześnie starałem się w miarę możliwości zgłębiać historię sztuki. Tak mijały miesiące, aż w sierpniu 1940 r. van ‘t Sant zaprosił mnie na kolejną pogawędkę. Udawałem się do niego z wielkimi oczekiwaniami, gdyż miałem nadzieję, że wreszcie zostanę wysłany do Holandii. Spotkaliśmy się w hotelowym holu, gdzie powitał mnie w towarzystwie dwóch mężczyzn. Jednego pamiętałem z Paryża, aczkolwiek nie mogłem przypomnieć sobie nazwiska, dopóki van ‘t Sant nie przedstawił go jako Seftona Delmera. Ów drugi, Amerykanin, spontanicznie podał mi rękę, mówiąc, że ma na imię Billy. Gdy usiedliśmy w kącie, Delmer złożył mi kondolencje z powodu śmierci ojca. Wyraził podziw dla niego i zapewnił, że współpraca między nimi zawsze układała się znakomicie. Tak bardzo byłem tym podekscytowany, że w pierwszej chwili nie zrozumiałem, co chce przez to powiedzieć. Wówczas wyjaśnił, że razem działali na rzecz obopólnych korzyści naszych krajów. W końcu wyszło szydło z worka: van ‘t Sant pracował w służbach wywiadowczych, znał mojego ojca, ten zaś znał Delmera, a ten z kolei – van ‘t Santa. Nareszcie pojąłem, jakim cudem ojciec miał tylu znajomych cudzoziemców: był szpiegiem. Rozpierała mnie duma.

Van ‘t Sant chciał wiedzieć, jak mi idzie na studiach. Billy zachęcał, abym nie ustawał w wysiłkach. „Sztuka ma przyszłość” – dokładnie tak się wyraził.

***

Hitler miał pewne artystyczne przygotowanie: amatorsko uprawiał malarstwo, o czym powszechnie wiedziano w czasie wojny. Z całą pewnością wyrobił sobie własne zdanie w kwestii tego, co zalicza się do sztuki, a co już nie. Niechętnym okiem patrzył na Entartete Kunst, czyli sztukę zdegenerowaną, jak nazywał to, co dziś określamy mianem sztuki nowoczesnej. Uważał, że sztuka powinna być jednoznaczna i propagować szlachetne, uniwersalne wartości. A współcześnie powinna przede wszystkim uzewnętrzniać niemiecki styl życia. Wczesne poglądy Hitlera na oczyszczenie niemieckiej sztuki kształtowały się pod wpływem takich ludzi jak Alfred Rosenberg, Holender Herman Wirth i Jörg Lanz von Liebenfels, obecnych przy narodzinach nazistowskiej ideologii. Gdy Hitler otrzymał tekę kanclerza w 1933 r., śmiało zaczął korzystać ze swoich uprawnień, zabierając głos w sprawie tego, jakie formy artystycznej wypowiedzi są dopuszczalne. Tacy wybitni niemieccy twórcy jak Ernst Ludwig Kirchner, Otto Griebel, Ernst Barlach i Paul Klee zostali naznaczeni piętnem degeneratów. Sławnych na cały świat mistrzów pędzla, chociażby Chagalla, van Gogha, Matisse’a czy Picassa, oficjalnie uznano za artystów drugiej kategorii. Zwłaszcza tych, którzy – jak Chagall – byli Żydami. W latach 30. ogołocono niemieckie muzea i galerie z setek niestosownych, zdaniem nazistów, dzieł sztuki. Mocą specjalnego rozporządzenia zakazano ich kupowania. Na początku spotkało się to z ostrym sprzeciwem ze strony artystów, dyrektorów muzeów i kustoszów, lecz z czasem ich uciszono. W marcu 1939 r. na stosie w Berlinie spłonęły tysiące obrazów olejnych i szkiców. (…)

Prawdopodobnie Napoleon jako pierwszy gromadził dzieła sztuki ze względu na ich wartość artystyczną. Starał się wprowadzić w życie plan utworzenia największego muzeum na świecie. Kiedy najechał Niderlandy (Holandię i Flandrię), Francuzi oddelegowali tak zwanych pełnomocników do spraw sztuki, którzy podążali za linią frontu i na bieżąco odsyłali do Francji zagrabione przedmioty. Zdobyczą nie była garstka malowideł, ale całe wozy wyładowane bezcennymi dziełami. Uwagę Napoleona przyciągnęła szczególnie katedra w Antwerpii, którą planował rozebrać kamień po kamieniu. Do dziś nie wiadomo, czemu nie zrealizował swych zamiarów. Może po prostu nie było miejsca dla takiego gmachu w Paryżu? Splądrował również Włochy od Wenecji po Watykan; wywoził wszystko do Luwru, na jego cześć nazwanego Musée Napoléon. Opracował nowy system grabieży: rabunek katalogowy. Jego doradcy wertowali broszury i katalogi prywatnych kolekcji, galerii i muzeów w poszukiwaniu cennych dzieł. Przemieszczające się wojska dysponowały już szczegółowymi wykazami. Plądrując niemieckie miasta, zasiały ziarno, które później pielęgnowali naziści.

***

Tablica Sędziowie Sprawiedliwi jest częścią ogromnej nastawy ołtarzowej Adoracja Baranka Mistycznego, przedstawiającej pojawienie się Jezusa na końcu czasów. Cała nastawa składa się z dwunastu tablic i mierzy, jeśli otworzyć skrzydła, około dwunastu stóp wysokości i piętnaście stóp szerokości. Została namalowana przez braci Huberta i Jana van Eycków, ukończona w 1432 r. i okrzyknięta arcydziełem. W ciągu wieków toczyły się dyskusje na temat tego, który co namalował i czy w ogóle malowało ich dwóch. Celem uniknięcia kontrowersji najczęściej mówi się, że autorem dzieła jest po prostu van Eyck.

Pierwotnie z przodu i z tyłu każdej skrajnej tablicy – wykonano je z dębowych desek – znajdował się obraz, dzięki czemu nastawa, otwarta czy zamknięta, zawsze urzekała pięknem malowideł. W 1894 r. niektóre tablice zostały rozcięte na dwoje przez niemieckich rzemieślników, żeby w czasie wystawy w Berlinie zwiedzający mogli oglądać jednocześnie obie strony arcydzieła. W ten sposób Sędziowie Sprawiedliwi i Jan Chrzciciel stały się dwiema odrębnymi tablicami. Każda z nich mierzy około pięciu stóp wysokości, półtorej stopy szerokości i ćwierć cala grubości. Zawsze bulwersowało mnie to, że tablice rozłupano na dwoje. Najwidoczniej nikomu nie przyszło do głowy, żeby wyeksponować nastawę na środku dużego pomieszczenia i umożliwić ludziom obchodzenie jej dokoła.

Swego czasu nastawa ołtarzowa padła łupem Napoleona, który jednak musiał ją zwrócić po klęsce pod Waterloo. W czasie I wojny światowej Niemcy wywieźli jej fragmenty, ale po wojnie wróciły na swoje miejsce. 29 września 1920 r. była już kompletna i znajdowała się tam, gdzie ją pierwotnie umieszczono, czyli w gandawskiej katedrze św. Bawona. Ten stan rzeczy utrzymywał się do 1934 r., kiedy to zdarzyła się kradzież z przedziwnymi skutkami.

***

W środę 11 kwietnia 1934 r., około 5:30 nad ranem, niejaki Van Bouchaute, pomocnik kościelnego, wyciągnął pęk kluczy i jak co dzień otworzył drzwi katedry św. Bawona. Nim doszedł do małych drzwi bocznych, zauważył, że otwierają się od zewnątrz i do środka wchodzi nieznajoma starsza kobieta. Minęła go i zniknęła w czeluściach świątyni. Już raz tego roku zdarzyło mu się zastać rankiem niedomknięte drzwi. Natychmiast obszedł katedrę, by sprawdzić, czy nic nie skradziono i czy nie włamano się do skrzyni z datkami. Podobnie jak poprzednim razem, wyglądało na to, że nic nie zginęło.

Około godziny siódmej otwierał kaplice rodowe, rozmieszczone wzdłuż długiego, szerokiego korytarza blisko centralnej części katedry. Dotarł do kaplicy Joosta Vijda, gdzie stało retabulum van Eycka. W pierwszym momencie wydawało się, że nie ma powodów do obaw. Nastawy strzegła balustrada mierząca piętnaście stóp wysokości, sięgająca prawie do samego sufitu. Pośrodku znajdowały się bogato zdobione drzwi. Potężny poliptyk był zamknięty nad ołtarzem, ponad trzy stopy nad ziemią. Sukno zabezpieczające nastawę przed kurzem nadal ją okrywało. Dopiero kiedy Van Bouchaute wszedł do kaplicy i odsunął sukno, dostrzegł dziurę w miejscu, gdzie dotąd znajdowały się tablice Sędziowie Sprawiedliwi i Jan Chrzciciel, przylegające do siebie plecami. Van Bouchaute natychmiast zaalarmował swoich kolegów i głównego kościelnego.

***

Ze wszystkich członków Towarzystwa Thule najbardziej czuły na punkcie przedmiotów okultystycznych i mocy, jakie można przywołać za ich pośrednictwem, był właśnie Himmler. Zawsze go przerażała żydowska Pulsa Denura: kabalistyczny obrzęd, który – jak mawiano ze strachem – sprowadzał śmierć na człowieka. Rahn stwierdził z tupetem, że posiadanie arma Christi uchroni Himmlera przed Pulsą Denurą. Himmler natychmiast zainteresował się sprawą i wtajemniczył swojego przyjaciela Karla Marię Wiliguta. Człowiek ten twierdził, że jest spokrewniony z aryjską kastą kapłanów – nadał sobie nawet starogermańskie imię: Weisthor. W niemieckich kręgach okultystycznych cieszył się opinią mistyka i jasnowidza. Zarówno on, jak i Himmler pragnęli, żeby Rahn rozpoczął tajne śledztwo.

Jesienią 1933 r., po wnikliwym przejrzeniu starych zdjęć nastawy ołtarza – z czasów gdy przewieziono ją do Berlina – Otto Rahn na rozkaz Himmlera wyjechał do Gandawy. Tam mógł do woli przyglądać się arcydziełu. Niewątpliwie na lewej tablicy, wśród sędziów sprawiedliwych, Hubert van Eyck namalował samego siebie. Na środkowej natomiast aniołowie gromadzili się wokół baranka symbolizującego Jezusa; niektórzy z nich wyraźnie trzymali w dłoniach przedmioty związane z ukrzyżowaniem. Widać było, że klucz do rozwiązania zagadki zawiera tablica Sędziowie Sprawiedliwi – czy inaczej van Eyck namalowałby na niej samego siebie? Jednak ów klucz prawdopodobnie okazał się trudniejszy do odnalezienia, niż sądzono.

***

Moje rozmowy z Rosenbergiem dobiegły końca, kiedy 1 października 1946 r. uznano go winnym wszystkich zarzucanych mu czynów. Został skazany na śmierć przez powieszenie. Wyrok wykonano 16 października. Następnego dnia podszedł do mnie kapelan Gerecke i wręczył mi krótki list pożegnalny od niego. Dziękując mi za rozmowy, Rosenberg zakończył zaskakująco:

Niech Pan idzie za pasterką.

Być może te słowa miały mnie przybliżyć do rozwiązania zagadki Sędziów sprawiedliwych, ale nie przybliżyły. Przynajmniej wtedy tak myślałem…

***

W początkowych latach nastawa Ołtarza Gandawskiego wzbudzała zachwyt artystów, którzy pielgrzymowali z dalekich stron, aby ją zobaczyć. W 1521 r. znakomity niemiecki malarz Albrecht Dürer godzinami wpatrywał się w obraz w absolutnej ciszy, by na koniec wstać, ucałować ramę i wyjść z kaplicy. Długo panowało przekonanie, że Dürer po prostu podziwiał kolory i kunszt malarski. Dopiero w ciągu ostatnich dwustu lat świat sztuki stopniowo uświadamiał sobie, że kierowało nim coś jeszcze. (…)

W czasach kiedy tworzyli bracia Eyckowie, jedyną osobą, która być może mogłaby z nimi rywalizować pod względem znajomości perspektywy, był Włoch Masaccio. Jego Trójca Święta, fresk z 1426 r., jest cudownym przykładem głębi malarskiej. Wydaje się, że Jezus naprawdę został ukrzyżowany we wnęce. Podobnie jak u van Eycków, z lewej strony stoi mężczyzna, a z prawej kobieta, oboje pogrążeni w modlitwie, poniżej zaś widać ołtarz i szkielet namalowane tak, aby przypominały rzeźbę. Wszystko, czego dokonał Masaccio, potrafili naśladować także van Eyckowie – tyle że oni tworzyli na większą skalę i z większym mistrzostwem. Dürer siedział i patrzył oniemiały na dzieło dwóch wspaniałych artystów, którzy dali imponujący popis swoich możliwości. (…) Artyści bowiem zdobyli się na tytaniczny wysiłek i nie było innego wyjaśnienia jak to, że owo boskie arcydzieło miało służyć sprawie niezwykłej wagi. Nawet jeśli nie zakodowano w nim miejsca ukrycia arma Christi, zawierało inne, równie ważne wskazówki. Klucz do zagadki krył się w symbolice. (…)

Złożona symbolika zastosowana w nastawie ołtarza dowodzi, że Hubert van Eyck zasłużył na swój teologiczny tytuł „magistra”. Nie wiemy, jak nazwał swoje dzieło. Dopiero współcześniezatytułowano je Adoracja Baranka Mistycznego. Dawniej pod retabulum mógł stać postument z wyobrażeniem piekła lub szkieletu. Jeśli tak, był po prostu dodatkiem – podobnie jak kamienne ornamenty, które prawdopodobnie znajdowały się kiedyś nad nastawą. Dzieło przedstawia, jak już wspomniałem, scenę końca czasów z Księgi Objawienia. Jej inny tytuł – Apokalipsa – nawiązuje do boskiej tajemnicy, która jest udziałem wybranych. Jeśli wierzyć źródłom historycznym, prace nad retabulum trwały siedem lat. Jest to zarazem – czy tylko za sprawą przypadku? – mistyczna liczba kojarzona z ładem i perfekcją, a przede wszystkim z dziełem stworzenia świata. W Księdze Objawienia liczba siedem pojawia się wielokrotnie. I chyba nie jest zbiegiem okoliczności to, że nastawa pierwotnie składała się z dwunastu tablic. Liczba dwanaście symbolizuje bowiem ukończenie Bożego planu. Ona też pojawia się często na kartach Księgi Objawienia.

About the author

Jan Oko

Antykwariusz i bukinista. Zakochany w książkach.

1 komentarz

  • Znakomita recenzja, lubie taką tematykę i z miłą chęcią poszukam tej książki. Pozdrawiam!!!

Leave a Comment