Zaskoczyliście mnie ze wszech miar! Muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego odzewu to raz, a dwa – naprawdę ciężko było wybrać jedną odpowiedź, jedną pracę. Jednak skoro takie ustaliłam zasady, niech będzie
Oprócz narody głównej, czyli książek, przyznałam również wyróżnienie. Poza tym cztery wypowiedzi, oprócz tych nagrodzonych, z całą pewnością zasłużyły na publikację na naszej stronie. Czytajcie więc!
Wyróżnienie, czyli nasz książkowy kubek otrzymuje Marta Martyniak, za prawdziwą historię:
Dlaczego powinnam dostać tę książkę? Hmm, to bardzo ciekawa historia! Zaczęło się tak: I had a dream! Otworzywszy oczy, przestraszyłam się nie na żarty. Wszędzie ciemno! W nutką strachu w głosie powiedziałam w ciemną próżnię: „ciemność, widzę ciemność! Ciemność widzę!” I wtedy, gdzieś w oddali zapaliło się światełko, a tuż przy mnie usłyszałam niewinny głosik: „przepraszam, czy tu biją?” I z ciemności wyłoniła się Książką („Rezydent wieży” we własnej kartkowej osobie). Gdy w nikłym świetle Książka ujrzała moją osobę, w jej oczach ujrzałam błysk zrozumienia i nagle stała się niezwykle pewna siebie. „Złożę Ci propozycję nie do odrzucenia”. W tej niepewnej sytuacji, wzięłam przykład z Roberta de Niro i uprzejmie spytałam: „Are you talking to me?”. Książka, poważnie już zirytowana wyrzuciła z siebie potok słów, tłumacząc mi, że będę musiała przekonać i namówić pewne osoby, żeby ją dostać. Żarliwie oświadczyła, że jesteśmy sobie przeznaczeni i że musi trafić w moje ręce, po czym na odchodne rzuciła „Hasta la vista baby!” a ja się obudziłam. Długo zastanawiałam się, jak wypełnić polecenie Książki, aż w końcu pomyślałam, że najlepiej jest po prostu napisać jak było naprawdę. W końcu „Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, na co trafisz.”, a ja po prostu kocham książki
Nagroda główna, czyli dwa tomy książki „Rezydent wieży” trafiają do Eweliny Malik, za podanie:
Szanowne Książki
z serii „Rezydent Wieży”
autorstwa Andrzeja Tuchorskiego
Podanie
Drogie Księgi z serii „Rezydent wieży”, zwracam się do Was z uprzejmą prośbą o wyrażenie zgody na zamieszkanie w moim domu. Dom jest jeszcze w trakcie budowy, ale prace zmierzają już ku końcowi. I tak Drogie Księgi, zamieszkałybyście w pomieszczeniu zwanym biblioteką (patrz zdjęcie nr 1) – wybór półki i miejsca pozostawiam oczywiście Wam, w towarzystwie wielu innych, równie fascynujących książek. Ja ze swej strony deklaruję, iż zapewnię Wam wszystkie optymalne warunki bytowe – odpowiednią wilgotność powietrza, temperaturę, nasłonecznienie, itd. Ponadto będę Was wielbić, szanować, kochać, podziwiać i polecać innym książkofilom, a także wypożyczać wszystkim tym, którzy pragnąć będą Waszego towarzystwa. Będziecie zatem odbywać podróże do innych domów, może nawet za granicę. Ale pamiętajcie, że zawsze będzie na Was czekać Wasze własne, suche, wysprzątane miejsce na półce w mojej bibliotece, do którego zawsze będziecie mogły wrócić. Jak widzicie więc, niczego Wam u mnie nie braknie, liczę zatem, iż to mnie wskażecie na swą właścicielkę. Proszę o pozytywne rozpatrzenie mojego podania.
Z poważaniem
Ewelina Malik
A teraz pozostałe najciekawsze odpowiedzi.
MagdaLena
Ta książka powinna do mnie trafić, ponieważ jestem inteligentną (
Ja, ja, ja, ja…Mdłości można dostać od ‘pierwszoosobowości’(rym niezamierzony). U każdego człowieka słychać tysiąc pięćset sto dziewiećset dziennie, że ja, mnie, jestem, sądzę itd. JesteśMY egoistami od urodzenia. Wg encyklopedii PWN egoizm to postawa życiowa charakteryzująca się dbałością o dobro i interesy własne/osób najbliższych oraz przedkładaniem ich nad dobro i interes innych.
Każde słowo, czyn, myśl, które wytworzymy są samolubne i mają na celu tylko udogodnienie sobie czegoś. Pomyśl Ty, o Wielki Czytający, czyż tak nie jest? Od dzieciństwa mówisz: mamo, żeby zwrócić na siebie uwagę, nie, żeby zaprotestować, kiedy coś nie chcesz. Póżniej twoja osobowość robi się bardziej złożona, już nie wystarcza ci tylko spełnienie podstawowych zachcianek. Teraz chcesz pochwalić się, poskarżyć, przeprosić- tak nawet to jest wyrazem egoizmu. Jeśli nie przeprosisz, będziesz cierpiał, choćby na wyrzuty sumienia. Cierpienie jest niewygodne. Następnie zaczynasz czuć, coś nawarstwia się w tobie. Chcesz, żeby cię wysłuchano, żeby ktoś ci pomógł. Człowiek to sprytna osoba, wie, że najpierw sam musi umieć słuchać, żeby być wysłuchanym. W następnym etapie narasta w tobie samotność- trudne do zdefiniowania słwo, które cię pochłania. Teraz nie umiesz żyć bez kogoś, kto będzie martwił się o ciebie, opiekował tobą, był przy tobie, komu ty możesz pomagać, zajmować się nim, przebywać obok.To duże poświęcenie umieć coś takiego zrobić, przezwyciężyć samotność. Jak to zdobyć, myśli sobie twoja podświadomość. I wymyśla. Najbardziej egoistyczne uczucie, miłość. Ty kochasz kogoś, on kocha ciebie. Zwykła transakcja, popis samolubności. Nie ma samotności, jest miłość. Nazywają ją altruizmem, filozofowie od siedmiu boleści. Miłość wymaga. Daje, ale tylko by zatrzymać przy sobie.
A interesy osób bliskich?- mówisz. A po co w ogóle masz bliskich, przecież jakoś by wytrzymali bez ciebie. To ty ich potrzebujesz, jeśli będzie im żle, tobie też w jakiś sposób będzie żle, więc pomagasz im. Bez nich jest samotność, musisz ich zatrzymać. Dajesz im co chcą.
Każdy chce być zrozumiany, także ty. Zrozumienie to jedna z form egozimu. Inna forma miłości? Pomyśl nad tym, zadanie domowe od księdza.
No a zakonnicy?-czepiasz się.-Wszyscy od organizacji charytatywnych, wolontariusze. Dziecko drogie, naiwne jak rzadko kto. Po co oni to robią? Nooo, przecież wiesz. Dla samych siebie. Czują się lepsi, obnoszą się z tym, może nie wiedząc. Zakonnicy będą mieli dodatkowe punkty od Boga, wolontariusze pocieszenie dla swoich ego. Coś jeszcze? Ach, zapomniałabym.
Bóg. Największy egoista. Czemu nas wymyślił? Siedział sobie w ciemnościach i było dobrze. Jedno słowo: samotność. Domyśl się reszty. A, czekaj jesteś niedomyślny wyjątkowo. Coż, nie chce mi się, radż sobie sam. Wskazówka: Niebo=człowiek-samotność
Przykro ci? Wszystko, co kiedykolwiek zrobiłeś, było egoistyczne. Jak dać sobie z tym radę?-dopytujesz się. Rozgrzeszę cię, tak jak samą siebie.
Skoro wszyscy są egoistami, nikt nie jest egoistą.
Znowu??? Egoizm to cecha człowieka, nie choroba, koleś. Wnerwiasz mnie. Kończę, bo nie wytrzymuję już pośród tego natężenia groteski.
Właśnie dlatego powinnam dostać tę książkę. Inny argument? Proszę…
Tomasz Machulski
Niechaj mi dzisiaj każdy uwierzy,
że śnię o książce „Rezydent wieży”.
Może ta powieść nudę uśmierzy,
gdy jej się swoje myśli powierzy?
Na mojej półce nic dziś nie leży,
jeśli będziemy ze sobą szczerzy.
Może już pora jakichś przymierzy,
na wzór tajemnic grot nietoperzy?
Marzę, że gdy zjem swą wieczerzę,
może poczytam, a nie sen w pierze!
Krzysiek Bielecki
Krzysiek walczył z Czasem. I bynajmniej, nie był to o honorowy pojedynek. Jego przeciwnik, nie bacząc na zasady fair play, gnał na złamanie karku w przód, mknąc wśród chmur niczym prorok Habakuk niesiony przez anioła na pomoc Danielowi (Dn 14, 33-39 – w kwestii źródeł
). Niezmordowani sekundanci Czasu – Ból-Głowy, Katar i najgroźniejszy spośród nich, Pan Ogólna-Niemoc, przeszkadzali Krzyśkowi jak tylko mogli. Ten jednak nie poddawał się, łykał tabletki, poił się tajemnymi naparami sporządzanymi przez jego Mamę (w smaku rozpoznawał czosnek, reszty składników wolał nie dociekać). Niezmordowanie parł naprzód. Minął siwego osobnika z dwoma mieczami na plecach. O, tego znał bardzo dobrze, wiedział, że w kwestii beletrystyki wiedźmin ma raczej niewiele do powiedzenia (ostatnia wizyta zabójcy potworów w bibliotece przebiegała raczej… nietypowo). Doszedłszy do rozstaja dróg, Krzysiek zawahał się. Gdyby był znanym na cały Śląsk, kształconym w Pradze magikiem, wystarczyłoby jedno zaklęcie, by rozwiać wątpliwości co do kierunku. Niestety jednak, nie był nim, musiał zatem zdać się na bardziej konwencjonalne sposoby znajdowania drogi. Sięgnął więc do sakwy, po mapę. Rozłożywszy ją, kolejny raz zachwycił się misternie wykonanym nagłówkiem „Świat Fantasy”, informującym wszem i wobec jakich to krain można na mapie szukać. Niestety, w tym momencie Krzysiek wkraczał na tereny wciąż jeszcze dla siebie obce – za rozstajem mapa niemal w całości była białą plamą. Opuszczał znane regiony – Sapkowskiego, który to obszar na mapie miał rozrysowany z takimi szczegółami, że gdyby był bezwstydnym draniem, mógłby sprawdzić z jaką kobietą spędza noc Jaskier. Nie będąc nim jednak, Krzysiek ograniczał się do regularnego sprawdzania postępów na froncie wojny z Nilfgaardem i do słuchania pełnych mądrości refleksji Samsona Miodka, czy trywialnych do bólu rad Szarleja (jak widać, była to wybitnie multimedialna mapa). W Regionie Pratchetta z kolei z wielkim zainteresowaniem śledził wielką walkę z własnym gniewem jego łaskawości, sir Samuela Vimesa, oraz ciągle starał się rozgryźć wciąż jeszcze enigmatyczną postać Havelocka Vetinariego, patrycjusza. Dosyć dobrze miał też na swojej mapie rozrysowany Region Tolkiena, aczkolwiek bogactwo flory tego obszaru nieco utrudniało dokładne śledzenie aktualnej sytuacji bohaterów. Nie mógł jednak oprzeć się pokusie sprawdzania, czy krasnoludy lepiej grają w Gwinta u Sapkowskiego, czy u Tolkiena. Spór jak na razie pozostawał bez rozstrzygnięcia, jednak pewnym było jedno – krasnoludy Sapkowskiego zdecydowanie mniej przebierały w słowach i bardziej były skore do siłowego przekonywania adwersarza do swojej racji. Niewielkie prześwity terenu w regionach Pilipiuka przypominały, że w te tereny też kiedyś trzeba będzie się zapuścić, na razie jednak Krzysiek na zupełnie innej mapie kończył już odkrywać tereny spod Znaku (dosłownie
) Szymona Hołowni. Jako, że tamte tereny lada dzień miały zostać odkryte w pełni, chłopak zaczął zmierzać w Świat Fantasy (co właśnie z zapałem opisuje
)
Wynurzywszy się ze swoich refleksji, chłopak przypomniał sobie Gandalfa, wtedy jeszcze Szarego, gdy ten zastanawiał się nad wyborem drogi w Morii. Pociągnąwszy nosem, wyczuł zapach malin bijący z kierunku skrajnie prawej drogi. To dobry zapach, więc z nową energią ruszył w tą stronę – napis na drogowskazie głosił: „Region Tuchorskiego”. Z przecieków wiedział, że ten region należał do debiutanta. Krzysiek sam miał wielkie marzenie, by kiedyś takim debiutantem zostać, dlatego też niezmiennie kibicował każdemu, kto pokonał czystą kartkę i miał w sobie więcej samozaparcia, niż on.
Czas, jak to mu się zwyczajowo przypisuje, nadal płynął. Pan Ból-Głowy trochę odpuścił, na Pana Katar Krzysiek zastosował wypróbowaną broń – wielka paczka chusteczek jak zawsze trzymała przeciwnika na dystans. Z kolei Pan Ogólna-Niemoc chyba sam zranił się własną bronią (swoją drogą, w sztuce szermierki ewidentnie dorównywał porucznikowi Bluzie, dowodzącemu Piekielnym Regimentem) i pojękiwał teraz cichutko nie mogąc ustać na nogach. Krzysiek tym czasem z nową energią, dziarskim krokiem maszerował naprzód. Żądza nowych przygód pchała go wciąż prosto w te niezbadane tereny. Zapach malin kusząco zapowiadał nową porcję herbaty, która przecież tak skutecznie pomagała na sprzymierzeńców Czasu. Pamiętał radość, jakiej dostarczyło mu ostatnie zgłębianie tajemniczych wcześniej terenów, dokładnie – Regionu Ciszewskiego. Łączył on ulubione tereny Krzyśka – historię (Polski nawet!), militaria, sensację i walkę wywiadów. Ten region wprawdzie był na innej mapie, ale tamta eksploracja dodała Krzyśkowi odwagi, by śmiało kroczyć w nieznane. W końcu z każdej książkowej przygody można wynieść coś nowego
Udało się – zdążył. Zwyciężył. Czas z gniewem odszedł szykować się do kolejnych bitew. Po jego złym spojrzeniu i drwiącym uśmieszku Krzysiek poznał, że to nie ostatnie ich starcie, że wojna wciąż trwa.
„My decydujemy tylko o tym jak wykorzystać czas, który nam dano”, jak to powiedział Gandalf. Trzeba zatem okiełznać nasz Czas i wykorzystać go jak najlepiej!
Czyli na teraz – do nauki! Terminy gonią
Ewa Nowak
Pewnego razu o poranku, zakurzona, szarawa książka wyściubiła swój maleńki nosek spod kolorowej sofy. Ziewnęłam przeciągle i wiedziała, że nie powinna spać pod nią, bo cała się zabrudzi. Tak też się właśnie stało, ale ta otrzepała się szybko i od razu wyglądała jak nowa. Wyczołgała się w końcu spod sofy i rozejrzała po słonecznym pokoju ze smutkiem dostrzegając, że jej pani nie ma w domu. Książka machnęła stronami naburmuszona i kłapnęła do siebie okładką, przypadkiem zjadając kilka słodkich literek. Stanęła na swoich równie maleńkich nóżkach i poczłapała w kierunku drzwi z nadzieją, że pani niedługo wróci. Wychodząc z pokoju, w którym promienie słońca wesoło tańczyły po drewnianej posadzce, rzuciła krótkie spojrzenie w kierunku regałów, gdzie stały inne książki, jednak nie były w stanie z nich zeskoczyć, bo wiedziały, że mogłoby się to dla nich źle skończyć. Szara książka dotarła w końcu do drzwi i z hukiem przed nimi klapnęła. Ku jej zaskoczeniu, chwilę później, drzwi otworzyły się z głośnym skrzypnięciem, a ona nie mogąc posiadać się z radości podskoczyła wysoko i wylądowała tuż w ramionach swojej pani. Ta przytuliła ją mocno do siebie, pogłaskała po grzbiecie, wywołując u Szarej mruczenie i obiecała, że tuż po śniadaniu przeczyta ją do końca, a nawet pozwoli jej wieczorem spać z nią w jednym łóżku. Książka nie mogła uwierzyć we własne szczęście i nie wyobrażała sobie życia z kimś innym. Cieszyła się, że trafiła w ręce tej dziewczyny i w zgodzie z innymi książkami, które z niecierpliwością czekały na swoją kolej, dzielili ze sobą każdy dzień.
Dlatego właśnie książki będą miały u mnie cudownie. Przynajmniej po reakcji Szarej mogę to śmiało stwierdzić.
Żałuję, że nie mogliśmy nagrodzić kilku osób, ale zasady to zasady. Obiecuję jednak, że takie konkursy będą pojawiać się zdecydowanie częściej!


