Wieści

Kilka pytań do Andrzeja Ziemiańskiego

Andrzej Ziemiański

Na fali zainteresowania Achają Andrzeja Ziemiańskiego oraz w obliczu docierających do nas informacji o pracach nad kontynuacją powieści postanowiliśmy zadać autorowi kilka pytań. A oto, co usłyszeliśmy:

Kocham Książki: Zastanawialiśmy się wielokrotnie jak dwóch pisarzy może stworzyć jedną książkę. Wiemy, że współpracował Pan z Andrzejem Drzewińskim przy „Zabójcach szatana” i „Nostalgii w Sluag Side”. Jak wygląda taka współpraca, piszecie razem, na zmianę, zdarzają się konflikty czy rozbieżne wersje? I jak rozwiązujecie problem czyje nazwisko powinno być pierwsze na okładce? 😉

Andrzej Ziemiański: Zacznę od końca. Nazwiska na okładce zawsze umieszcza się w porządku alfabetycznym. A co do całej reszty to naprawdę nie wiem. To działo się ponad dwadzieścia lat temu. W innych czasach, na innej planecie. W każdym razie żadnych konfliktów nie pamiętam.

Jako autor fantastyki zadebiutował Pan w 1979 roku opowiadaniem „Zakład zamknięty”. Od tego czasu pańskie opowiadania i powieści zostały wielokrotnie docenione i nagrodzone. Jaka jest tajemnica ponad trzydziestoletnich sukcesów pisarskich?

Muszę zaprzeczyć, jakobym przez trzydzieści lat odnosił same sukcesy. Na początku było bardzo trudno, długo nie mogłem się przebić, a jak coś już opublikowałem to cały czas miałem wrażenie, że jestem gdzieś z tyłu, gdzieś za kolegami, pomijany w zestawieniach i recenzjach. Ciekawie zrobiło się dopiero w nowym tysiącleciu czyli… dwadzieścia lat po debiucie. Odpowiedź nasuwa się więc sama. Żeby doczekać sukcesu trzeba mieć upór, cierpliwość. A potem dużo szczęścia.

Czy ma Pan jakieś preferencje odnośnie formy – lepiej pisze się opowiadania, powieści a może podręczniki?

Nigdy z góry nie wiem co napiszę. No może teraz trochę. Ale zaczynając pisać z reguły nie wiem co wyjdzie. Nie mam zielonego pojęcia, ile stron mi się naklepie. Nie można więc mówić o formie, którą lubię. Cieszy mnie każda, która wychodzi.

Fabryka Słów poinformowała niedawno o kontynuacji Achaji. Od początku planował Pan kolejne części, a może pomysł na nie przyszedł później?

Wszystko było planowane od samego początku. Po prostu po pierwszych trzech tomach trochę się wyczerpałem i zacząłem pisać coś innego. Ale to co się ukazało zawsze traktowałem jako wstęp do opisania dalszych losów tego świata.

Wiele osób zarzuca Panu, że w książkach używa Pan wielu wulgaryzmów, postaci są agresywne, a fabuła często ocieka erotyzmem, czy wręcz wyuzdaniem. Jak odnosi się Pan do tych zarzutów? Uważa je Pan za słuszne?

Ludzie wokół są wulgarni, są coraz bardziej agresywni, wredni i głupi jednocześnie. Jeśli ktoś uważa inaczej to chyba żyje w jakimś klasztorze odciętym od świata i oddaje się wyłącznie medytacji. Udawanie, że wokół co chwilę nie pada słowo „kurwa” udaje się tylko członkom Sodalicji Mariańskiej.

Natomiast co do erotyzmu… W ogóle tego nie rozumiem. Nasze życie składa się z erotyzmu. Erotyzm jest jedną z głównych sił napędowych człowieka. Udawanie, że ludzie nie uprawiają seksu, jest równie śmieszne jak udawanie, że nie znają słowa „kurwa”.

A co do wyuzdania – jestem po prostu człowiekiem wolnym od jakichś kompleksów czy ograniczeń stawianych przez szarość i nudę „tego co się powinno robić”. Mówiąc konkretnie: jestem wolny od hipokryzji.

Polska fantastyka jest w dobrej kondycji, a może najlepsze dopiero przed nami? Jakie jest pańskie zdanie?

Polska fantastyka jest alive and well. Ma się zaskakująco dobrze, tak jak i nasz kraj przetrwała wszelkie kryzysy i pod pełnymi żaglami pruje na szerokie wody z maksymalną szybkością. Nic nie dolega polskiej fantastyce: jest młoda, zdrowa i jurna.

Czy uważa Pan, że tradycyjna, drukowana książka przechodzi do lamusa? Czy digitalizacja jest w stanie jej zagrozić?

Digitalizacja to oczywiście przyszłość. Problemem jest tylko niedojrzała technologia. A konkretnie pozbycie się podstawowej wady czytników: stresu bateryjnego. Książka papierowa ma ciągle tę przewagę, że nigdy nie wyczerpie się w niej bateria: ani w pociągu, ani w samolocie, ani gdzieś w lesie na wakacjach, ani też po trzyletnim nie zaglądaniu do tejże książki. Jeśli baterie spełnią te kryteria to zapomnimy o papierze.

Przeprowadzane ostatnio badania wskazują na spadek czytelnictwa w Polsce. Można jeszcze odwrócić te trend, sprawić by czytanie stało się modne?

Nie wiem po co mielibyśmy odwracać trend spadku czytelnictwa. Przed wojną elity intelektualne z Gombrowiczem na czele biadały, że grozi nam umasowienie kultury przez co stanie się ona „kulturą parobka”. Tą gorszą, niższą, plebejską. A teraz wszyscy narzekają, że czytelnictwo spada. No zdecydujcie się, do cholery, panowie. Przecież w ten sposób kultura znowu stanie się elitarna, wysoka, dostępna wyłącznie nielicznym.

Ma Pan pomysł na powieść czy opowiadanie, które zamierza Pan napisać, ale nie miał jeszcze wystarczająco dużo czasu na rozwinięcie idei? Jakiś kiełkujący przez lata zarys?

Tak. Perfidna autobiografia. Byłaby to powieść sensacyjna z niezliczoną ilością wulgaryzmów i oczywiście ogromną dawką wyuzdania. Problem w tym, że opisywane postacie w większości jeszcze żyją i chyba by mi nie darowały.

Na koniec chyba pytanie, które pada w każdym wywiadzie 🙂 Jakie ma Pan plany na pisarskie (i nie tylko) na najbliższe miesiące i lata? Czego, oprócz kolejnych tomów „Achai”, możemy się spodziewać?

Naprawdę nie wiem. Wszystko rodzi się na gorąco i nigdy nie mam planów dotyczących przyszłości. Żyję sobie teraźniejszością szukając obszarów gdzie mi dobrze, ale nie jest to bitwa strategiczna z opracowanym z góry planem.

 

Bardzo dziękujemy za wywiad. Powiem szczerze, że mam nadzieję na tą perfidną autobiografię, podobnie jak reszta czytelników 🙂 Polecamy gorąco, jak zawsze zresztą, książki Pana Andrzeja, a wśród nich dla nas szczególnie ważną „Achaję”. Z niecierpliwością czekamy na kolejne tomy.

About the author

Agnieszka Noglik

Leave a Comment