Wieści

Kilka pytań do Marcina Mortki

Marcin Mortka

Marcin Mortka

Już jutro ukaże się najnowsza książka Marcina Mortki „Martwe Jezioro”. Udało nam się na kilka dni przed premierą zadać autorowi kilka pytań. Nie chcemy męczyć waszych oczu naszą pisaniną, więc od razu przejdźmy ad rem:

Kocham Książki: Skąd pomysł na pisarstwo?

Marcin Mortka: Nie można tego postrzegać w kategoriach pomysłu. Pisarstwo to cecha, z którą się przychodzi na świat. Bardzo szybko odkryłem, że pisanie przychodzi mi łatwo, a co więcej sprawia przyjemność. W podstawówce pisałem krótkie historyjki w zeszytach w kratkę, na które Pani reagowała uniesieniem brwi, a potem było już z górki…

Kto pana inspirował?

Takiego, jakim jestem, ukształtowała cała plejada polskich pisarzy. Antoni Gołubiew ze swoim cyklem „Bolesław Chrobry” obudził we mnie miłość do klimatów pierwotnych, słowiańskich, skąd później było mi łatwo przeskoczyć w mrok Skandynawii. Zofia Kossak-Szczucka jest zaś wprost odpowiedzialna za „Miecz i kwiaty”. Jej niezwykle piękna, artystycznie wycyzelowana trylogia „Krzyżowcy”, „Król trędowaty” i „Bez oręża” ukazała mi dziki urok epoki krucjat już w liceum i na dobre zaszczepiła tęsknotę za Orientem. Tercet ten wieńczy Andrzej Sapkowski, ale jego wpływu nie muszę chyba komentować, prawda :)? Postrzegam go jako absolutnego mistrza dla nas wszystkich.

Niedawne badania Biblioteki Narodowej wskazują na upadek czytelnictwa w naszym kraju. Jak pan sądzi, czy możliwe jest odwrócenie tego trendu?

Znam wyniki owych badań dość pobieżnie i nie chcę się wypowiadać tonem eksperta, tym bardziej że sam przebywam w środowisku ludzi bardzo rozczytanych. Zauważam jednakże, że dorośli nie stronią od kryminałów, a młodzież chętnie sięga po fantastykę. To już coś, a rosnące zainteresowanie Larpami, erpegami, a nawet grami komputerowymi wydaje się ten proces potęgować. Mam też wrażenie, że można się spodziewać korzystnych efektów potteromanii czy zmierzchomanii – kilkunastoletni fani tego typu książek mogą w przyszłości sięgnąć po rzeczy ambitniejsze. Poza tym, w dobie Facebooka, blogów i forów łatwiej jest polecić coś wartościowego bądź zarazić się czyjąś fascynacją, a zatem, paradoksalnie, jestem dobrej myśli.

Przejdźmy teraz do „Martwego Jeziora”. Skąd pomysł na obrzucanie smoka wyzwiskami, a szerzej na całą książkę?

To bardzo długa historia. Od zawsze marzyłem o napisaniu klasycznego dark fantasy z czasów swej młodości, książki podsyconej muzyką Clannad i Blind Guardian, blaskiem świec i zapachem mgły. Okazało się, że jestem za stary na snucie opowieści typu Smocza Lanca, bo fabuła niespodziewanie zaczęła mi się wić, wykręcać, narowić i rozrastać. I tak powstał Mads, twardy, niezniszczalny weteran, który nie zawaha się obrzucić smoka stekiem przekleństw. Tak powstało tytułowe Martwe Jezioro, miejsce mroczne i owiane legendami. Tak powstali towarzysze Madsa, ludzie zagadkowi, skomplikowani, kipiący od emocji. Tak powstał świat, upokorzony i smutny do bólu, balansujący na krawędzi zagłady.

Czy może pan zdradzić nam dalsze plany pisarskie?

„Martwe Jezioro” doczeka się kontynuacji, której tytułu nie chcę na razie zdradzać. Nie zdradzę również tytułu mojej następnej powieści, która zresztą ukaże się całkiem niedługo i będzie się diametralnie od „Martwego Jeziora” różnić. W głowie gadają mi już postacie jeszcze innego projektu, od którego aż mi ciarki po plecach idą, a całkiem realnie to muszę – absolutnie muszę – skończyć wreszcie antologię bajek dla dzieci.

Dziękujemy bardzo za wywiad! Przy okazji polecamy blog Marcina Mortki: Wyziewy ze Smoczej Jamy. No i mamy nadzieję, że książki Marcina Mortki będą trafiać w nasze ręce regularnie! 🙂

About the author

Jan Oko

Antykwariusz i bukinista. Zakochany w książkach.

Leave a Comment