Wieści

„Księga Sandry” – fragment V

Tamora Pierce, "Księga Sandry"

Tamora Pierce, "Księga Sandry"

Ostatni fragment „Księgi Sandry”. Szkoda, że teraz trzeba będzie poczekać aż do 23 marca, czyli do premiery…

Wnętrze przechowalni

Sandry uważnie przyjrzała się motkowi leżącemu po jej prawej stronie. Widać już było na nim supełek, który miała zwyczaj zawiązywać przy końcu nici.

– Czas znaleźć sobie coś nowego – powiedziała z westchnieniem w kierunku cierpliwie oczekującej ciemności. Zielona nić też się już skończyła. Okazała się bardzo przydatna, ponieważ świeciła znacznie jaśniejszym światłem niż szara i czerwona. Sandry już teraz bardzo jej brakowało.

Wokół niej leżało już wiele jardów plecionki, tworzącej krąg, wewnątrz którego siedziała ona, nieustannie pracując. Poza chwilami, gdy jadła, spała lub robiła użytek ze śmierdzącej beczki, służącej jej jako nocnik, całą uwagę skupiała na tym zadaniu i na świetle. Koncentrowała się wyłącznie na utrzymywaniu światła wewnątrz nici, nie pozostawiając sobie czasu ani energii na panikę.

Sięgnęła po omacku za siebie w poszukiwaniu koszyka z robótkami i nagle zamarła. Z drugiej strony ściany dobiegły ją przytłumione głosy. Dziewczynka głośno przełknęła ślinę. Czyżby było już z nią aż tak źle? Czy zaczynała wyobrażać sobie ludzi, których wcale tam nie było?

– Tędy, durnie! – rozległ się czyjś podniesiony głos.

– …nic tu nie widzę! – warknął z oddali ktoś inny, jakiś mężczyzna.

Światło wewnątrz plecionki przygasło.

– Ani mi się waż! – rozkazała mu szeptem. Nie była jednak w stanie wystarczająco się na nim skupić. Poświata zgasła.

Siedziała w ciemnościach, wstrzymując oddech. Jeżeli to był sen, to bardzo pragnęła się z niego przebudzić!

– I nic nie zobaczysz – odparł ostry głos z mentorską nutą. Jego właściciel mógł być w tym samym pomieszczeniu, co Sandry, albo też stać zaraz za drzwiami. – Rzucono na nie zaklęcie ukrywające.

Z głośnym klaśnięciem zakryła usta dłońmi i zaczęła się miarowo kołysać. „Stało się” – pomyślała. „W końcu oszalałam”.

Coś wtargnęło do pomieszczenia. Podmuch chłodnego powietrza, który tak naprawdę nim nie był – bardziej kojarzył się z wodą niż z powiewem. Większość tej fali zatoczyła koło nad pustymi workami służącymi dziewczynce za posłanie. Od chłodnej substancji odłączył się jednak jeden wąski strumień. Przeleciał przez całą przechowalnię i owinął się wokół ramion Sandry.

– A teraz już widzisz? – W pouczającym tonie słychać było nie tyle pytanie, co rozkaz. – Potrzebny mi tu ślusarz.

– Tu jestem, Mistrzu Niko. – Teraz również słyszany wcześniej głęboki głos był bardzo blisko.

Rozległ się dźwięk metalu pocierającego o metal. Powietrze się poruszyło. Sandry nie zauważyła, że drzwi otwierają się, aż do momentu, w którym jej dotknęły.

– O błogosławiona Urdo, ależ tu śmierdzi! – stwierdził ten sam głęboki głos.

– Odsuń się, człowieku! – padł ostry rozkaz. Do pomieszczenia wszedł ktoś wyglądający jak mieniący się jasnymi barwami cień. – Słyszysz mnie, moje dziecko? Nazywam się Niklaren Złotooki. Szukałem cię. – Uniósł lampę, podaną mu przez kogoś z tyłu.

Jaskrawe światło poraziło oczy Sandry, które przez tak długi czas przywykły do ciemności, nie licząc wątłej poświaty, którą tkała za pomocą nici. Krzyknęła z bólu i zasłoniła twarz. Jeszcze długo prawie nic nie widziała.

About the author

Jan Oko

Antykwariusz i bukinista. Zakochany w książkach.

Leave a Comment